<<<...powrót do serwisu

...

MAREK RÓŻYCKI Jr - urodzony w Zakopanem; dziennikarz, prozaik, felietonista, przez
wiele lat kierował działem literackim w "Tygodniku Kulturalnym", współredagował "Kulturę i Ty",
"TIM" - Tygodniowy Ilustrowany Magazyn,
"Scenę", magazyn "Pan". Współpracował m.in.
ze "Szpilkami", "Urodą", "Kobietą i Życiem", magazynem "Ona" i chicagowskim "Relaxem" - specjalizując się w wywiadach i felietonach.

Na początku lat 80. - tworzył program centralnego klubu studentów U.W. - "HYBRYDY", w którym jednocześnie prowadził pierwszy w kraju wolny od cenzury - Ośrodek Dyskusyjny "Od Siwaka do Bujaka".
Napisał m.in.: "Gwiazdy w oczach czyli Hollywood po polsku", "Koszt doskonałości", "Wisłocka
w pigułce", współredagował "Sukces w miłości" M.W.; "Noce bez czułości" [dwa wydania].
Na publikację czeka: "Karnawał w Sodomie", "Bazar Różyckiego" oraz wybór wierszy - "Tańczący
z myślami". Laureat wielu konkursów literackich. Pisał także felietony dla Programu Pierwszego Polskiego Radia - audycji Bogdana Fabiańskiego "Rozmowy przy muzyce po północy". Do niedawna felietonista "TIM"-u oraz "Zielonego Sztandaru". Obecnie współpracuje z prasą polonijną - m.in.: "Panoramą Polską" - Kanada, "Gwiazdą Polarną" - USA, "Spod Znaku Afrodyty" - Cypr-Grecja, "Kurierem Zachodnim" - Australia.

...

 

 

UWIELBIAM GRAĆ W BRYDŻA

z RENATĄ DANCEWICZ - rozmawia Marek Różycki Jr.
...

 

  Renata Dancewicz urodziła się 7 lutego 1969 roku w Lesznie. Studiowała prawo na
UW i aktorstwo na łódzkiej PWST. Na początku lat 90. występowała w Teatrze im. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Na dużym ekranie debiutowała rolą Anki w "Samowolce" Feliksa Falka. Wielkim sukcesem okazała się jej kreacja w "Diabelskiej edukacji" Majewskiego (1994). Potem z powodzeniem grała główne i drugoplanowe role w m.in. takich filmach, jak "Ekstradycja" I, II, III, Deborah", "Komedia małżeńska", "Oczy niebieskie", "Radio Romans", "Pułkownik Kwiatkowski", "Siedlisko", "E=mc2", "Tato".
Aktorka gra również w serialach: "Na Wspólnej" oraz "Kryminalni". Zagrała też w zagranicznej produkcji p.t. "Szwedzcy bohaterowie" w reżyserii Daniela Bergmana.

***

- ...nie, nie mówię wcale, że to najlepsza Pani rola, ale z zachwytem, wręcz
podziwem - oglądałem Panią w "Tańcu z gwiazdami"! Cóż za wyczucie rytmu
i taktu, cudowna gra ciała, niesamowita kondycja i pełny obraz Pani niezwykłej
urody... Po prostu - "porwała mnie Pani"!...

- ...nie było to proste zadanie. Podczas każdego występu, który był transmitowany
na żywo, czułam ogromną presję oraz wręcz paraliżujący stres. To może wydawać się dziwne, przecież jestem aktorką i powinnam być przyzwyczajona do sceny, ale tym
razem wiele mnie to kosztowało. Cieszę się jednak, że wystąpiłam. Walczyłam z sobą,
ale podjęłam słuszną decyzję. To była wspaniała przygoda; dzięki programowi poznałam wielu wspaniałych ludzi oraz mobilizowałam się do olbrzymiego wysiłku fizycznego...
Nie było to łatwe dla mnie, ponieważ nie mam dobrej kondycji. Nigdy nie uprawiałam żadnego sportu, a wysiłek bez celu zawsze napawał mnie niesmakiem. Tym razem nadarzyła się okazja, aby bardzo intensywnie poćwiczyć. Chociaż po każdym występie miałam język na brodzie i zadyszkę, to w sumie opłaciło się i czułam satysfakcję, wręcz radość z pokonywania siebie.

- Przepraszam, skąd ta zadyszka? Pani pali?

- Oczywiście.

- Czy dzięki programowi telewizyjnej stacji TVN - dowiedziała się Pani czegoś
nowego o sobie?

- Okazuje się, że nie lubię jak się ludzie na mnie patrzą... Chociaż nie wiem, czy to
dobra konstatacja w przypadku 37-letniej aktorki... Odkryłam też - że ruch, dość intensywny "trening" daje mi dużo energii i świetny nastrój. Chociaż muszę powiedzieć,
że ten stan nie jest u mnie stały. Raczej bywam w życiu szczęśliwa.
Szczęście - to jest takie poczucie, że może mnie jeszcze coś dobrego spotkać, że
za rogiem może czaić się niespodzianka. To poczucie wolności, niezależności, że mogę
w każdej chwili gdzieś pojechać, coś nowego przeżyć, doznać, zmienić otoczenie. Chyba
w podróży jestem najszczęśliwsza...

- ... Oscar Wilde powiedział, rzecz jasna - dość metaforycznie, że szczęście nie jest
stacją, do której przyjeżdża się o czasie, lecz właśnie - sposobem podróżowania...

- Całkowicie zgadzam się z tą obserwacją. To sposób życia i na życie... Pewność, że
się ma nieustannie perspektywy... i marzenia, które należy spełniać. Bo czas przeszły dokonany nie jest dla żywych. Tak, o szczęściu można pisać całe traktaty... Jedni mówią,
że ze szczęściem bywa czasami tak jak z okularami, szuka się ich, a one siedzą na nosie... Ernest Hemingway nieco żartował, mówiąc: "Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć"... Sądzę, że oczekiwanie na szczęście jest motorem życia. Większość ludzi jest dokładnie w takim samym stopniu szczęśliwa, w jakim nastawi na szczęście swój umysł...

- ...złudzenie szczęścia jest przecież także szczęściem...

- ...i znowu powracamy do "podróży", ponieważ tak naprawdę nie w poznaniu leży szczęście, lecz w dążeniu do niego. Każdy z nas pamięta też maksymę Wergiliusza, która głosi, że szczęście sprzyja śmiałym. Nie pamiętamy, niestety zaś tego, co tak trafnie zauważył na temat kondycji człowieka Bertrand Russell: "Gdyby ludzie pragnęli bardziej własnego szczęścia niż nieszczęścia innych, mogliby niebawem mieć raj na ziemi!" Jakże aktualne jest to przesłanie w czasach dzisiejszych, niestety.

- Tak to prawda, dość smutna, tragiczna nawet. Także Mahomet miał rację mówiąc,
że "szczęście przychodzi do tego, kto za nim nie goni"...
A zatem zapytam o najszczęśliwszy okres w Pani życiu?

- Kiedy mnie wyrzucili ze szkoły teatralnej w Łodzi. Miałam wtedy taki przyjemny stan zawieszenia. Wsiadłam do pociągu i ruszyłam w Polskę a przy okazji odwiedzałam znajomych... Nie płaciłam za bilety, jeździłam "na Sierotkę Marysię"... Na trasie Łódź-Wrocław miałam nawet zaprzyjaźnionych konduktorów... Siadałam z nimi w przedziale służbowym, paliliśmy razem extra-mocne i rozmawialiśmy przez całą nieomal podróż...

- Miała Pani takie role aktorskie, w których czuła, że odnajduje siebie?

- Nie, dotąd nie dane mi było zagrać takich ról. Szczerze mówiąc, jestem fajniejszą osobą, niż te postaci, które dotąd grałam.

- Jaki impuls zadziałał, że wybrała Pani ten zawód i stała się aktorką?

- To dzięki Machulskiemu, który wyrzucił mnie ze szkoły filmowej w Łodzi... Ze mną jest
tak, że problemy mobilizują mnie do działania. Kiedy wszystko idzie dobrze, w dobrym kierunku, to ja się nudzę i zapadam w letarg. Kiedy więc pozbyto się mnie w Łodzi, to bardzo szybko się pozbierałam i... trafiłam do Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu, gdzie spędziłam owocne dwa lata - naprawdę dużo grając i szlifując warsztat. A potem już zaangażował mnie do "Samowolki" Feliks Falk - zaczęłam dostawać kolejne, dość liczne propozycje. Jestem od lat w agencji "Gudejko", która się mną zajmuje, bo przecież samej nie chciałoby mi się chodzić na castingi...

- U mnie wręcz odwrotnie - zawsze mobilizowała mnie jeszcze bardziej do pracy "piątka z plusem" i wszelka docena tego, co robię. Czy była Pani kiedyś zbuntowaną nastolatką?

- Nie, nie, raczej byłam bardzo grzeczną i nieśmiałą dziewczynką. Zawsze uwielbiałam książki i moja wyobraźnia pracowała na bardzo "wysokich obrotach"... Nawet uczyłam się na pamięć słownika Kopalińskiego... Żadne imprezy nie wchodziły w grę chociaż rodzice dawali mi sporo luzu... Może właśnie dlatego.

- Ciekawe, skąd wziął się ten Pani feminizm?...

- To dość proste. On się wziął z elementarnego poczucia sprawiedliwości. Uważam, że zupełnie nie ma żadnych powodów ani nawet przesłanek, dla których mężczyźni mieliby
być uprzywilejowani. Nie rozumiem dlaczego miałabym być człowiekiem drugiej kategorii - czy tylko dlatego, że jestem kobietą? To śmieszne i głupie przesądy.

- Spytam o Pani pasje?

- Brydż jest czymś, co mnie pochłania od paru ładnych lat. Ja po prostu uwielbiam grać
w brydża! To jest świetna rozrywka umysłowa. Przy czym można osiągać znakomite
efekty, nawet w późnym wieku. Mówi się, że najlepiej w brydża grają młodzi mężczyźni
i starsze kobiety. Ale nadal jednak dla mnie pasją numer jeden jest czytanie książek.

- Jakich ludzi wybiera Pani na przyjaciół?

- Jestem dość staroświecka w swoich wymaganiach - cenię u ludzi wielkoduszność, szlachetność, hojność, empatię, natomiast nie cierpię zazdrości i chciwości. Gdyby zapytał Pan, co najbardziej się dla mnie liczy w życiu - odpowiem, że z całą pewnością nigdy na pierwszych miejscach nie są ani kariera, ani pieniądze. Nie jestem tez osobą nazbyt religijną... Natomiast zawsze ważni są dla mnie ludzie, ich przyjaźń, wierzę też, że miłość do Boga realizujemy na płaszczyźnie kontaktów z innymi ludźmi. Oczywiście, jestem pełna podziwu dla ludzi po prostu twórczych, i to w każdej dziedzinie. Na przykład podziwiam i bardzo cenię Jana Nowickiego, ale nie tylko za jego talent. Za inteligencje, humor i dystans do siebie.

- Wyobraźmy sobie taką sytuację, że nagle, nieoczekiwanie staje się Pani milionerką...

- Zanim bym się kapnęła, to by już było po tej mojej potencjalnej fortunie... Jestem z natury rozrzutna; mam talent... również do wydawania pieniędzy... Może zabrałabym moje przyjaciółki w długą podróż po Azji albo Ameryce Południowej, może kupiłabym rodzicom domek z ogródkiem. Na pewno nie byłaby to żadna lokata, bo takie rzeczy mnie kompletnie nie interesują. Zilustruję to na przykładzie. Kiedy pojawiły się fundusze emerytalne, to mąż mojej przyjaciółki dosłownie zmusił mnie do tego, abym się zapisała do jednego z nich. Przez 6 lat grzecznie i systematycznie wpłacałam pieniądze (to chyba nie byłam ja!...), ale kiedy pewnego razu zadzwoniłam, aby sprawdzić, ile mam na koncie i okazało się, że jest tam mniej niż wpłaciłam... , to natychmiast rozwiązałam umowę i wybrałam wszystko. Kupiłam sobie za to... piękny kożuszek.

- A'propos - ma Pani poczucie bezpieczeństwa w życiu?

- Myślę, że z tym się człowiek rodzi, to wynika ze szczęśliwego, "ciepłego" i normalnego dzieciństwa w domu rodzinnym. Ja na szczęście takie miałam. Dzięki temu - mam teraz
siłę, by liczyć na samą siebie i czuć się bezpiecznie. Nie oczekuję oparcia u mężczyzn, nie muszę mieć na przykład zawartego małżeństwa ani tym bardziej zasobnych kont bankowych.

- Pani recepta na stres. Jak radzi sobie Pani z napięciem i sytuacjami mocno stresogennymi, którymi nieustannie bombarduje nas życie oraz bliźni?

- Czekam aż wszystko minie. Albo zasiadam do brydża, który jest dla mnie remedium na wszelkie stresy, niepowodzenia, bolączki. Innym razem bawię się z dzieckiem. Na pewno nie warto się tym nakręcać, bo przecież i tak wszystko powróci do normy. Nie ma ludzi, którzy są całe życie "na fali", a umiejętność przegrywania jest jedną z najważniejszych umiejętności w życiu. Poza tym nigdy nie należy siebie traktować tak śmiertelnie poważnie.
Nie pamiętam w tej chwili kto, ale opisał przepięknie taką właśnie filozofię życia: W życiu trzeba ślizgać się po grzbietach fal. Czasem przychodzą takie fale i trzeba je wychwycić.
Nie można nastawiać się na nie! One same przychodzą wtedy, gdy się na nie NIE NASTAWIAMY - i wówczas może ich być bardzo dużo. Chodzi tutaj o pewien rodzaj przypadkowego szczęścia, które nas nieoczekiwanie spotyka i trzeba umieć go
uchwycić. Może to być jakiś zbieg okoliczności, szczęśliwy traf, myślę, że pewnie
również natchnienie. Nie chodzi o to, że trzeba być leniwym, ani bardzo nastawionym na cel. Raczej NIE PRAGNIENIE czegoś może sprawić, że zostanie nam TO dane. Paradoksalnie, prawda???! Trzeba być tylko uważnym, aby wychwycić grzbiety fal. Chyba, że - żyje się nad Morzem Martwym...

- Co najbardziej cieszy i raduje Pani duszę?

- Widok pięknie tańczących ludzi; wzrusza mnie ta lekkość, gracja, z jaką się poruszają. Wiele bardzo pozytywnych doznań czerpię z oglądania baletu, kojąco działa na mnie muzyka.

- Czy w ogóle boi się Pani czegokolwiek w życiu?

- Raczej nie myślę o "strasznych rzeczach". Ale skoro pan pyta, to najbardziej boję się poczucia beznadziei, zabrnięcia w ślepą uliczkę, poczucia, że nic nie ma sensu. Czasami boję się nędzy i myślę sobie, że granica między moim życiem a życiem bezdomnych z Dworca Centralnego - jest taka cienka....
--------------------------
Znak Zodiaku: Wodnik
Ulubiona pora dnia: późny wieczór - jestem wtedy rozkręcona.
Ulubiona pora roku: wczesna jesień - lubię nastrój melancholii i chryzantemy złociste.
Najbardziej mi żal: pewnego rozstania.
Największe w życiu ryzyko: decyzja o macierzyństwie.
Cenię siebie: za bezinteresowność




...

 

© Marek Różycki Jr.
kontakt: 0-503 340 846
e-mali:marrjr@interia.pl
...
 <<<...powrót do serwisu

...