|
|
MAREK
RÓŻYCKI Jr - urodzony w Zakopanem; dziennikarz, prozaik, felietonista, przez |
|
|
UWIELBIAM GRAĆ W BRYDŻA z RENATĄ DANCEWICZ - rozmawia Marek Różycki Jr. |
Renata Dancewicz urodziła się 7 lutego 1969 roku w Lesznie. Studiowała prawo na *** - ...nie, nie mówię wcale, że to najlepsza Pani rola, ale z zachwytem, wręcz - ...nie było to proste zadanie. Podczas każdego występu, który był transmitowany - Przepraszam, skąd ta zadyszka? Pani pali? - Oczywiście. - Czy dzięki programowi telewizyjnej stacji TVN - dowiedziała się Pani czegoś - Okazuje się, że nie lubię jak się ludzie na mnie patrzą... Chociaż nie wiem, czy to - ... Oscar Wilde powiedział, rzecz jasna - dość metaforycznie, że szczęście nie jest - Całkowicie zgadzam się z tą obserwacją. To sposób życia i na życie... Pewność, że - ...złudzenie szczęścia jest przecież także szczęściem... - ...i znowu powracamy do "podróży", ponieważ tak naprawdę nie w poznaniu leży szczęście, lecz w dążeniu do niego. Każdy z nas pamięta też maksymę Wergiliusza, która głosi, że szczęście sprzyja śmiałym. Nie pamiętamy, niestety zaś tego, co tak trafnie zauważył na temat kondycji człowieka Bertrand Russell: "Gdyby ludzie pragnęli bardziej własnego szczęścia niż nieszczęścia innych, mogliby niebawem mieć raj na ziemi!" Jakże aktualne jest to przesłanie w czasach dzisiejszych, niestety. - Tak to prawda, dość smutna, tragiczna nawet. Także Mahomet miał rację mówiąc, - Kiedy mnie wyrzucili ze szkoły teatralnej w Łodzi. Miałam wtedy taki przyjemny stan zawieszenia. Wsiadłam do pociągu i ruszyłam w Polskę a przy okazji odwiedzałam znajomych... Nie płaciłam za bilety, jeździłam "na Sierotkę Marysię"... Na trasie Łódź-Wrocław miałam nawet zaprzyjaźnionych konduktorów... Siadałam z nimi w przedziale służbowym, paliliśmy razem extra-mocne i rozmawialiśmy przez całą nieomal podróż... - Miała Pani takie role aktorskie, w których czuła, że odnajduje siebie? - Nie, dotąd nie dane mi było zagrać takich ról. Szczerze mówiąc, jestem fajniejszą osobą, niż te postaci, które dotąd grałam. - Jaki impuls zadziałał, że wybrała Pani ten zawód i stała się aktorką? - To dzięki Machulskiemu, który wyrzucił mnie ze szkoły filmowej w Łodzi... Ze mną jest - U mnie wręcz odwrotnie - zawsze mobilizowała mnie jeszcze bardziej do pracy "piątka z plusem" i wszelka docena tego, co robię. Czy była Pani kiedyś zbuntowaną nastolatką? - Nie, nie, raczej byłam bardzo grzeczną i nieśmiałą dziewczynką. Zawsze uwielbiałam książki i moja wyobraźnia pracowała na bardzo "wysokich obrotach"... Nawet uczyłam się na pamięć słownika Kopalińskiego... Żadne imprezy nie wchodziły w grę chociaż rodzice dawali mi sporo luzu... Może właśnie dlatego. - Ciekawe, skąd wziął się ten Pani feminizm?... - To dość proste. On się wziął z elementarnego poczucia sprawiedliwości. Uważam, że zupełnie nie ma żadnych powodów ani nawet przesłanek, dla których mężczyźni mieliby - Spytam o Pani pasje? - Brydż jest czymś, co mnie pochłania od paru ładnych lat. Ja po prostu uwielbiam grać - Jakich ludzi wybiera Pani na przyjaciół? - Jestem dość staroświecka w swoich wymaganiach - cenię u ludzi wielkoduszność, szlachetność, hojność, empatię, natomiast nie cierpię zazdrości i chciwości. Gdyby zapytał Pan, co najbardziej się dla mnie liczy w życiu - odpowiem, że z całą pewnością nigdy na pierwszych miejscach nie są ani kariera, ani pieniądze. Nie jestem tez osobą nazbyt religijną... Natomiast zawsze ważni są dla mnie ludzie, ich przyjaźń, wierzę też, że miłość do Boga realizujemy na płaszczyźnie kontaktów z innymi ludźmi. Oczywiście, jestem pełna podziwu dla ludzi po prostu twórczych, i to w każdej dziedzinie. Na przykład podziwiam i bardzo cenię Jana Nowickiego, ale nie tylko za jego talent. Za inteligencje, humor i dystans do siebie. - Wyobraźmy sobie taką sytuację, że nagle, nieoczekiwanie staje się Pani milionerką... - Zanim bym się kapnęła, to by już było po tej mojej potencjalnej fortunie... Jestem z natury rozrzutna; mam talent... również do wydawania pieniędzy... Może zabrałabym moje przyjaciółki w długą podróż po Azji albo Ameryce Południowej, może kupiłabym rodzicom domek z ogródkiem. Na pewno nie byłaby to żadna lokata, bo takie rzeczy mnie kompletnie nie interesują. Zilustruję to na przykładzie. Kiedy pojawiły się fundusze emerytalne, to mąż mojej przyjaciółki dosłownie zmusił mnie do tego, abym się zapisała do jednego z nich. Przez 6 lat grzecznie i systematycznie wpłacałam pieniądze (to chyba nie byłam ja!...), ale kiedy pewnego razu zadzwoniłam, aby sprawdzić, ile mam na koncie i okazało się, że jest tam mniej niż wpłaciłam... , to natychmiast rozwiązałam umowę i wybrałam wszystko. Kupiłam sobie za to... piękny kożuszek. - A'propos - ma Pani poczucie bezpieczeństwa w życiu? - Myślę, że z tym się człowiek rodzi, to wynika ze szczęśliwego, "ciepłego" i normalnego dzieciństwa w domu rodzinnym. Ja na szczęście takie miałam. Dzięki temu - mam teraz - Pani recepta na stres. Jak radzi sobie Pani z napięciem i sytuacjami mocno stresogennymi, którymi nieustannie bombarduje nas życie oraz bliźni? - Czekam aż wszystko minie. Albo zasiadam do brydża, który jest dla mnie remedium na wszelkie stresy, niepowodzenia, bolączki. Innym razem bawię się z dzieckiem. Na pewno nie warto się tym nakręcać, bo przecież i tak wszystko powróci do normy. Nie ma ludzi, którzy są całe życie "na fali", a umiejętność przegrywania jest jedną z najważniejszych umiejętności w życiu. Poza tym nigdy nie należy siebie traktować tak śmiertelnie poważnie. - Co najbardziej cieszy i raduje Pani duszę? - Widok pięknie tańczących ludzi; wzrusza mnie ta lekkość, gracja, z jaką się poruszają. Wiele bardzo pozytywnych doznań czerpię z oglądania baletu, kojąco działa na mnie muzyka. - Czy w ogóle boi się Pani czegokolwiek w życiu? - Raczej nie myślę o "strasznych rzeczach". Ale skoro pan pyta, to najbardziej boję się poczucia beznadziei, zabrnięcia w ślepą uliczkę, poczucia, że nic nie ma sensu. Czasami boję się nędzy i myślę sobie, że granica między moim życiem a życiem bezdomnych z Dworca Centralnego - jest taka cienka....
|
| |
||
...
<<<...powrót do serwisu ... |
||