<<<...powrót do serwisu

...

MAREK RÓŻYCKI Jr - urodzony w Zakopanem; dziennikarz, prozaik, felietonista, przez
wiele lat kierował działem literackim w "Tygodniku Kulturalnym", współredagował "Kulturę i Ty",
"TIM" - Tygodniowy Ilustrowany Magazyn,
"Scenę", magazyn "Pan". Współpracował m.in.
ze "Szpilkami", "Urodą", "Kobietą i Życiem", magazynem "Ona" i chicagowskim "Relaxem" - specjalizując się w wywiadach i felietonach.

Na początku lat 80. - tworzył program centralnego klubu studentów U.W. - "HYBRYDY", w którym jednocześnie prowadził pierwszy w kraju wolny od cenzury - Ośrodek Dyskusyjny "Od Siwaka do Bujaka".
Napisał m.in.: "Gwiazdy w oczach czyli Hollywood po polsku", "Koszt doskonałości", "Wisłocka
w pigułce", współredagował "Sukces w miłości" M.W.; "Noce bez czułości" [dwa wydania].
Na publikację czeka: "Karnawał w Sodomie", "Bazar Różyckiego" oraz wybór wierszy - "Tańczący
z myślami". Laureat wielu konkursów literackich. Pisał także felietony dla Programu Pierwszego Polskiego Radia - audycji Bogdana Fabiańskiego "Rozmowy przy muzyce po północy". Do niedawna felietonista "TIM"-u oraz "Zielonego Sztandaru". Obecnie współpracuje z prasą polonijną - m.in.: "Panoramą Polską" - Kanada, "Gwiazdą Polarną" - USA, "Spod Znaku Afrodyty" - Cypr-Grecja, "Kurierem Zachodnim" - Australia.

...

 

 

APETYT NA ŻYCIE

z KATARZYNĄ FIGURĄ - rozmawia Marek Różycki Jr.
...

 

  Katarzyna Figura jest absolwentką stołecznej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej (obecnie Akademia Teatralna), którą ukończyła w 1985 r. Wystąpiła m.in. w następujących filmach: "Przeznaczenie" (reż. Jacek Koprowicz), "Ga, ga. Chwała bohaterom" (reż. Piotr Szulkin), "Osobisty pamiętnik grzesznika... przez niego samego spisany" (reż. Wojciech Has), "Pierścień i róża" (reż. Jerzy Gruza), "Pociąg do Hollywood" (reż. Radosław Piwowarski), "Kingsajz" (reż. Juliusz Machulski), "Porno" (reż. Marek Koterski), "Mleczna droga", "Wrzeciono czasu" i "Słoneczny zegar" (wszystkie w reżyserii Andrzeja Kondratiuka), "Autoportret z kochanką" (reż. Radosław Piwowarski), "Historie miłosne"
(reż. Jerzy Stuhr), "Kiler" (reż. Juliusz Machulski), "Szczęśliwego Nowego Jorku"
(reż. Janusz Zaorski).
W USA Figura grała w filmach wielkiego reżysera Roberta Altmana: "Gracz"
i "Pret-a-porter", a także w telewizyjnych obrazach "Fatal Past" i "Red Shoes Diary".
Na swym koncie artystka ma również szereg innych filmów zagranicznych, m.in.: "Estacion Central" (Hiszpania), "Near Mrs." (Francja-USA), "Washing Machine" (Francja), "Le joueur d'echecs" (Francja). Zagrała też we francuskim serialu "Navarro".

---------------------------------------------------------------------------------------------------

- Podobno wszystkie wywiady traktuje Pani jak kreację. Kim będzie Pani dzisiaj?

- Prawdziwą mnie zostawiam dla siebie i moich bliskich. Mimo to, zwykle bardzo się otwieram, jestem szczera i prostolinijna. Kreację w wywiadzie traktuję jako spełnienie zapotrzebowania na inność. Chcę, aby wywiad ze mną był po prostu ciekawy.

- Jaki impuls sprawił, że wybrała Pani zawód aktorki?

- Od najmłodszych lat potrzebowałam nierzeczywistości i magii, mieszaniny nie-
szkodliwego kłamstwa i fikcji z elementami prawdy. Właśnie aktorstwo dało mi taką możliwość. Frustrowało mnie to, że nie mam rodzeństwa, czułam się samotna i potrzeba stwarzania głosów, ludzi wokół mnie sprawiła, że zaczęłam marzyć o zostaniu aktorką.

- Czy zdarzyło się Pani zwątpić i myśleć o porzuceniu aktorstwa?

- Mój zawód jest moją pasją. Moje marzenie cały czas się spełnia, tak jak życie. Jego istotą jest dla mnie ciągła przemiana i ciągłe stawanie się. Nawet jeśli coś osiągam, to traktuję to jako pewien etap do osiągania kolejnych, nowych rzeczy. Lubię wciąż nowe wyzwania, zmiany, fascynuje mnie postęp. Oczywiście, że pewnie jak każdemu, zdarzały się chwile zwątpienia, wielu rzeczy nie udało mi się zrealizować tak, jakbym tego chciała i pragnęła.

- Ponoć słynie Pani ze swej impulsywności...

- Nie można być pasywnym. Lepiej wyrzucić z siebie coś, co boli i z czym się nie zgadzasz, nawet jeśli trzeba za to później płacić. Tłamszenie emocji w sobie nie jest konstruktywne ani postępowe. Natomiast wybuch bywa konstruktywny, rozładowuje sytuację i pozwala stworzyć coś nowego, na przykład nowe relacje.

- ... tak, nie wolno dopuszczać do zalegania afektów, choćby w trosce o własny system nerwowy. Kiedy Pani zdaniem powinniśmy "brać sprawy w swoje ręce"?

- Zawsze, kiedy to czujemy i wymaga tego sytuacja. Musimy mieć odwagę i konfrontować życie, nie poddawać się. Najłatwiej zarówno w twórczości, jak i w codziennym życiu jest
się poddać i powiedzieć: "nie mogę, tak musi być, widocznie takie jest przeznaczenie".
Tak nie można! Człowiek ma zawsze możliwość wyboru, ma rozum i wolną wolę - życiu trzeba stawiać czoła.

- Skąd czerpać tę odwagę i siłę, o której Pani mówi?

- Bez wątpienia dostajemy ją od rodziców, dlatego tak ważna jest rola rodzica
w przekazywaniu wartości. Siła zmagania się z życiem, umiejętność podejmowania
decyzji, odporność na porażki i odwaga moralna związane są z naszym dzieciństwem
i rodzicami, którzy takie cechy i umiejętności powinni w nas wykształcić. Wszystko
wypływa z miłości. Później, im człowiek starszy, może i powinien nad tym pracować już samodzielnie, świadomie rozwijać te cechy, których źródłem jest przekaz rodziców lub innych autorytetów.

- Jest takie rozgraniczenie - woli Pani grać sobą czy siebie?

- Granie sobą to wykorzystywanie własnego potencjału, używanie siebie jako środka wyrazu. Dzięki charakteryzacji, kostiumowi i materiałowi literackiemu możemy stworzyć kreację, w której będziemy nie do poznania. Jednak bagaż życiowych doświadczeń,
portret psychofizyczny znajduje odzwierciedlenie w każdej roli. Nie gram Kasi Figury,
ale gram sobą, swoją skórą, ciałem, mimiką, spojrzeniem, uczuciami, przeżyciami...

- Czy publiczność wpływa w jakiś sposób na spektakl?

- Mamy ścisły szkielet tekstu, poza którego ramy nie możemy wyjść. Natomiast każdego wieczoru gramy przed inną publicznością. Publiczność to również aktorzy. Spektakl cały czas żyje. Nie można tych spraw oddzielać. W filmie nasza gra zostaje uchwycona przez kamerę, a końcowy efekt jest już stałym, niezmiennym obrazem. W teatrze przeciwnie. Każdy wieczór ma inny nastrój, inna jest kondycja aktorów, inny odbiór publiczności.
To jest właśnie magia teatru.

- Do jakiego stopnia akceptuje Pani siebie?

- Muszę akceptować siebie, nawet jeśli nie do końca się lubię. To nie bałwochwalstwo
czy kabotynizm. Akceptacja jest bardzo potrzebna każdemu z nas. Bez niej nie mogłabym być aktorką. Weźmy pod uwagę chociaż upływ czasu, pojawianie się zmian w wyglądzie. Jeśli nie potrafiłabym się z tym pogodzić, byłabym niewiarygodna. Jestem zdecydowaną przeciwniczką operacji plastycznych, ale wszelkiego rodzaju naturalne metody, które
w pewnym sensie zatrzymują czas, jak zioła, zdrowe odżywianie, leki oparte na składnikach naturalnych, preparaty homeopatyczne, cieszą się moim uznaniem. Bardzo ważna jest profilaktyka oraz higiena psychiczna i duchowa, ona także pomaga zatrzymać młody wiek i zdrowie. Nie potrafię zrozumieć aktorów, którzy poddają się zabiegom
chirurgii plastycznej. Twarz aktora powinna być plastyczna, powinna wyrażać
jak najwięcej. W momencie, kiedy znikają z niej zmarszczki, doświadczenie życiowe, wymazywana jest część człowieka - osobowość. W zamian pojawia się nieinteresująca maska.

- Czym jest dla Pani spełnianie marzeń?

- Stawaniem się coraz lepszym, coraz mocniejszym. To nieustanna praca nad sobą.
Na przykład moment, w którym słyszymy po raz pierwszy nasze dziecko jest chyba największą radością życia. Dzieci, to marzenie, które cały czas się spełnia, jest ciągłym procesem. Mam na myśli ich wychowanie i prowadzenie dziecka przez życie. A mam ich troje: Aleksander, Koko i Kaszmir. Jestem szczęśliwa i spełniona.

- Kiedyś powiedziała Pani: "Dzięki bogactwu dyskretnych, uśpionych doświadczeń
tworzymy coś, co jest inne, co jest spotkaniem odległych, pozornie nie mających nic
ze sobą wspólnego znaczeń". Jakie to doświadczenia i co jest ich źródłem?

- To doświadczenia zbierane całymi latami. Wcale nie muszą być jakieś szczególne,
czasami wystarczy przypadkiem obejrzany film albo wyjazd gdzieś na drugi koniec świata
i spotkanie z wyjątkowym człowiekiem. Te doświadczenia realizują się po wielu latach, jak powiedziałam, są ukryte i uśpione. Kiedy pracuję nad czymś, to nagle podświadomość przytacza zapamiętaną sytuację sprzed wielu lat, która pomaga mi rozwiązać, stworzyć albo wprowadzić w życie coś unikalnego. Artysta musi być wszystkimi zmysłami otwarty
na świat i na człowieka, bo to buduje jego bogactwo.

- Pani życiowe motto?

- Przez wiele lat towarzyszyło mi "carpe diem" i chyba cały czas jest mi bardzo bliskie.
Mam duszę bonwiwanta, lubię ciszyć się życiem i jego urodą, urokami, jakie niesie, korzystać z chwili. To daje mi poczucie szczęścia. Odrzucam pesymizm, bronię się przed
nim, bo kłóci się z naszym największym darem - życiem.

- Jest Pani współwłaścicielką restauracji KOM. To jakby Pani drugi dom?...

- To taki drugi teatr, w którym zdajemy egzamin przed gośćmi, analogicznie jak przed widzami w teatrze. Każde danie jest pewną historią, na którą oczekujemy reakcji. Sztuka kulinarna nie przez przypadek jest nazywana sztuką. Zupełnie niesłusznie sprowadza się ją banalnie do kuchni, stołu i zaspakajania najprostszych potrzeb. Sztuka kulinarna jest prawdziwą kreacją. Kucharze postępują według przepisu, ale każdemu nadają własną interpretację. Dlatego kuchnia - także pewnego rodzaju improwizacja - ma tak wiele ze sztuką aktorską. KOM jest afirmacją urody życia, jest zdarzeniem, spotkaniem ludzi, wymianą kulturową. Smaki i zapachy pozwalają nam na odbycie podróży w najbardziej odległe rejony świata, nie ruszając się z serca Warszawy.

- Zatem wielu bisów życzę! I w teatrze, i w restauracji... A w filmie - celnych klapsów!...

 



...

 

© Marek Różycki Jr.
kontakt: 0-503 340 846
e-mali:marrjr@interia.pl
...
 <<<...powrót do serwisu

...