|
Jej świat dzieli się na dwie części. W Sztokholmie ma dom, pracuje w Warszawie.
W 1984 roku ukończyła studia na PWST w Warszawie a w 1986 roku otrzymała Nagrodę im. Zbigniewa Cybulskiego przyznawaną młodym talentom aktorskim
przez tygodnik "Ekran". Po ukończeniu studiów została zaangażowana do stołecznego Teatru Powszechnego. Pod koniec lat 80. wyjechała do Szwecji. Największą popularność przyniosła jej kostiumowa "Komediantka" (1986 r). Gdy miała 21 lat zagrała Salomeę Brynicką w ekranizacji "Wiernej rzeki" (1983 r). Była wtedy uosobieniem czystej i niewinnej dziewczyny. W "Piłkarskim pokerze" (1988 rok)
i w "Barytonie" (1984r) była symbolem seksu i demonizmu. U Ryszarda Bugajskiego zagrała w "Graczach" (1995r).
Mówi, że do aktorstwa dorosła w samotności dzięki treningowi wyobraźni
i marzeniom. Pierwszego męża - aktora - Andrzeja Pieczyńskiego poznała zanim złożyła papiery do szkoły teatralnej. Z drugim, Gabrielem Wróblewskim i ich synem Victorem stworzyła dom w Szwecji. W 1995 roku wystąpiła w serialu "Ekstradycja", gdzie wcieliła się w rolę Sabiny, siostry Olgierda Halskiego. Rok później zagrała
w "Pannie Nikt" Andrzeja Wajdy. W "Quo Vadis" w reżyserii Jerzego Kawalerowicza gra Akte.
***
- Od lat mieszka Pani w Szwecji. Czym ten skandynawski kraj przekonał Panią
do siebie?
- To był grudzień 1986 roku... Wciąż doskonale pamiętam ten czas. Po pierwsze - ciemności. Dzień w Sztokholmie zaczynał się o 9 rano i kończył mniej więcej o 14-tej. Zapewne gdzie indziej byłoby to niezwykle depresjogenne, ale Szwedzi w tym czasie świętują Adwent. Nie tak jak w Polsce: strojenie choinki w Wigilię, paniczne zakupy
i porządki na ostatnią chwilę; potem trzy dni świąt pod hasłem "wielkie żarcie" i na
koniec "wielkie zmęczenie". W Szwecji ulice, miejsca publiczne i domy prywatne ozdabia
się już na początku Adwentu. Świeczniki w oknach rozświetlają ciemności ulicy. Nigdy nie jest smutno ani ciemno. Świąteczna muzyka, koncerty w kościołach i salach koncertowych rozbrzmiewają przez cały miesiąc. Autentycznie panuje nastrój radości. To było dla mnie
tak bardzo różne od rzeczywistości Polski lat osiemdziesiątych; dla mnie niezwykle ujmujące, choć zasadniczą rolę odegrało oczywiście poznanie mojego obecnego męża - Gabriela Wróblewskiego...
- Z jakimi zapachami kojarzy się Pani Szwecja?
- Przede wszystkim z czystym powietrzem. Tu nie ma spalin. Ludzie codziennie się kąpią.
W autobusach czy w metrze po prostu tchnie zapachem czystości. A tutejsze święta kojarzą mi się z zapachem cynamonowego ciasta i szafranu.
TAK NAPRAWDĘ SZWECJĘ WYRÓŻNIA BRAK PRAWDZIWEJ BIEDY.
- Jak tutaj spędza Pani wolny czas?
- Kocham zajmowanie się domem. Uwielbiam gotować, przyjmować gości. Latem
mieszkamy na wsi, chodzę więc na długie spacery z psem. Ćwiczę jogę... Moim hobby
jest ceramika. Mamy w domu rzeźby, naczynia i donice wykonane przeze mnie i mojego syna Victora. Wszystko to daje mi mnóstwo radości.
- Przez wszystkie te lata zapewne dobrze poznała Pani Szwecję. Co należy zabrać
w podróż po tym kraju?
- Najważniejszy jest dobry humor! Chyba jak w każdej podróży. Dobrze jest też mieć trochę wiedzy. W grudniu, tak jak mówiłam, dni są bardzo krótkie. Nie jest to zatem najlepsza pora na podróżowanie - nie tylko po Szwecji, ale także po całej Skandynawii. Natomiast w czerwcu dzień wcale się nie kończy... Są tak zwane "białe noce" i jest to niewątpliwie najpiękniejszy czas na wycieczkę do Sztokholmu, nazywanego Wenecją Północy. Radzę od razu założyć buty na płaskiej podeszwie. Jest tak pięknie, że można zwiedzać całymi dniami...
- Co jest charakterystyczne dla szwedzkiej architektury i wystroju wnętrz?
- To dość złożona sprawa. Trzeba zrozumieć specyfikę kraju, poznać trochę jego historię
i dopiero w tym kontekście rozpatrywać myśl jego projektantów. Tu od wieków nie było wojen. Sztokholm ma dzięki temu setki stuletnich, pięknych kamienic. Ulice pełne są
secesji, dosłownie jakby skopiowane były całe paryskie pałace.
Domy pełne są antyków, sreber, kryształowych żyrandoli i drogocennych bibelotów,
których nie zmiotła wojenna pożoga. Ludzie od dziecka przebywają więc w pięknych wnętrzach, a to pozwala kształtować dość wybredne gusty. Kiedy młodzi dorastają, dziedziczą domy i ich wyposażenie po starych. Trzeba więc dostosować je do nowoczesnych trendów. Projektanci nie mają więc łatwego zadania... Króluje słynna szwedzka prostota, funkcjonalność i najwyższa jakość. Co ciekawe Szwedzi, mimo iż są bardzo zamożni, najczęściej wszystko potrafią zrobić sami. Glazurują łazienki, montują meble, nawet naprawiają dachy! Obok awangardowej sofy stawiają kupioną na aukcji trzystuletnią szafę... Chyba wychodzą z założenia, że piękne rzeczy, jeśli tylko nie
jest ich za dużo, zawsze ozdobią wnętrze. To jest takie inne od tego co widzę we współczesnych polskich domach. Kiedy je odwiedzam, często mam wrażenie, że ich
wystrój nie zaspokaja autentycznych potrzeb mieszkańców, za to prawdziwie wyżywają
się w nich... projektanci. Efektem są wystudiowane, pretensjonalne, bezdusznie
żurnalowe wnętrza.
- Na jakiej modzie wzorują się Szwedzi? Sięgają do swoich korzeni i folkloru
czy idą za światowymi trendami?
- Wydaje mi się, że w modzie obowiązuje dyktat wielkich światowych projektantów
i nie ma wśród tych nazwisk Szwedów. Oczywiście, są znakomici projektanci
skandynawscy, ale ich butiki i tak wyglądają podobnie do tych w Paryżu, Londynie czy Tokio. Szwedów wyróżnia umiłowanie wygody. Mówią, że nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania! Czym innym jest tu więc wielkomiejskie strojenie się, a czym innym funkcjonalne ubranie na co dzień.
- Jakie kolory tej jesieni modne są w Szwecji?
- Jeszcze nie zdążyłam z "inwentaryzacją" sztokholmskich butików, ale z eleganckich magazynów emanuje sporo szarości. Na ulicach tej jesieni chyba będzie smutno.
- Szwedki i Polki na co dzień raczej różnią się od siebie czy są podobne?
- Trzeba by mówić raczej o różnicach, o dość zasadniczych różnicach. Ale to "temat rzeka" na oddzielną rozmowę.
- Proszę w takim razie powiedzieć jeszcze czym różni się praca na planie szwedzkim
i polskim?
- To się zmienia. Kiedy piętnaście lat temu zaczynałam grać w Szwecji różnice były wprost ogromne. Teraz już nie. Warunki socjalne w zasadzie są zbliżone. Różnice tkwią dużo głębiej. Przykład: związki zawodowe aktorów zbiorowo regulują warunki zatrudnienia.
Przy podpisywaniu umów o pracę unika się w ten sposób błędów, wynikających często
z naiwności i nieznajomości prawa. Widzę również różnicę w stosunku do pracy u samych artystów. Powiedziałbym, że etos pracy w Szwecji jest wyższy. Aktorzy są lepiej przygotowani do roli, bardziej zaangażowani. W teatrze widziałam tu pasje, z którymi
w Polsce miałam ostatnio okazję zetknąć się w... Szkole Teatralnej.
Dla mnie osobiście podstawowa różnica tkwi jednak w języku. Aktor, który nigdy
nie grał w języku obcym, nie doceni komfortu pracy w języku ojczystym.
...
|