"Muzykorama"
Dziennik Związkowy (USA) |
Stanisław Sojka szybko i pewnie wszedł do krajowej elity jazzu. Pomogły mu w tym niewątpliwie zdolności muzyczne pieczołowicie rozwijane od dzieciństwa przez umuzykalniony dom i nauka w szkołach muzycznych wszystkich stopni, zakończona dyplomem magistra sztuki Wydziału Kompozycji i Aranżacji Akademii Muzycznej w Katowicach. Jeszcze w czasie studiów dokonał pierwszych nagrań radiowych z uczelnianym big-bandem Puls. Oficjalnie zadebiutował jako wokalista w 1978 roku recitalem muzyki bluesowej i gospel w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Trzy lata później Sekcja Publicystów PSJ przyznała mu tytuł muzyka roku. Zdobył także tytuł wokalisty jazzowego Europy. A jednak w 1984 roku zdecydował się na rozpoczęcie kariery od początku. Dlaczego? Znudzony śpiewaniem jazzowych standardów uznał, że nadszedł czas szukania własnego języka. Postanowił, że śpiewać będzie po polsku po koncercie, w którym występował przed Ray'em Charles'em. Zaśpiewał wówczas dwie jego piosenki. Oryginały zabrzmiały jak zawsze pięknie. Własne interpretacje jego przebojów - jak sam twierdzi - zabrzmiały fałszywie. Ostateczną decyzję podjął po rozmowie z Helmutem Nadolskim, który w zwięzły i dosadny sposób przekonał go, że o kwiatach, uczuciach, miłości i kobietach można opowiedzieć nie używając obcego języka. Nastał czas prób i eksperymentów, płyta live nagrana w Piwnicy na Wójtowskiej, kontrakt z wytwórnią RCA udokumentowany płytą. Wreszcie w 1989 roku pojawił się nowy Sojka, "Sojka Radioaktywny". Od tamtej pory na każdej nowej swej płycie demonstruje muzyczną elokwencję, szerokie zainteresowania stylistyczne, imponując przy każdej okazji głębią artystycznych poszukiwań. Jest w nich pokaźna paleta barw i stylów. Rock, muzyka rozrywkowa, jazz, folklor rodzimy i świata, muzyka taneczna i sakralna. I chociaż jest już na estradzie trzy dziesięciolecia, nadal - jak twierdzi - jest w połowie drogi w odkrywaniu własnego języka muzyki. Jest ona dla niego próbą dążenia do ideału. Z każdym dniem jest mu coraz bliżej do siebie. Bo przecież "życie nie jest po to, by bezczynnie stać" - jak śpiewa w jednym ze swych utworów. Najchętniej śpiewa akompaniując sobie na fortepianie. Ale w nagraniach często korzystał z innych swoich muzycznych umiejętności, gry na skrzypcach i gitarze. W przeszłości współpracował z jazz-rockowymi grupami Extra Ball i Sun Ship, rockowym zespołem Svora (występ na FMR w Jarocinie), Big Bandem Katowice (występ na Jazz Jamboree '81) triem Wojciecha Karolaka (nagranie LP Blublula ze standardami jazzowymi), grupą rockową Woo Boo Doo, a także w duecie z Januszem Iwańskim oraz Kompanią, w skład której wchodzą m.in. muzycy zespołu Tie Break. Ostatnio w zespole taty Sojki, pojawił się Kuba, perkusista, najstarszy z czterech jego synów (wspólny CD Soykanova). Stanisław Sojka, wokalista jazzowy i piosenkarz, skrzypek, pianista i gitarzysta jest także kompozytorem, autorem tekstów i poetą. Skomponował muzykę do filmów krótkometrażowych "Cyrograf", "Kilimandżaro" i "Okruchy nadziei", a własną poezję nie-śpiewaną zamieścił w autorskim zbiorku "Fracha". Wystąpił, jako jeden z pierwszych w Polsce muzyków, w filmach reklamowych oraz teledyskach promujących filmy: "Piłkarski poker" (z piosenką pod tym samym tytułem), "Pan Tadeusz" (z piosenką "Soplicowo" w duecie z Grzegorzem Turnauem), "W pustyni i w puszczy" (z piosenką "Staś i Nel"). Na płytach m.innymi: "Kiedy jesteś taka bliska / Epitafium dla Mahalii Jackson / Love is crazy / Cud niepamięci / Tolerancja (Na miły Bóg) / Czas nas uczy pogody / Allegro ma non troppo / Wiem, że nie wrócisz / Niech całuję cię moje oczy / You Are So Beautiful / Ukazały się nagrania Ewy Bem, Bemiibek oraz Bemibem w jednej kompilacji (2 CD)! Natura obdarzyła Ewę Bem głosem niezwykłej barwy, urzekającą muzykalnością i wyczuciem swingu, chociaż sama jest przekonana, że muzykę ma w genach dzięki muzykalnym przodkom. Podobnie jak jej dwaj bracia, starszy Aleksander i młodszy Jarosław. Cała trójka "Bemów" trafiła pod koniec lat 60 do "Stodoły", warszawskiego klubu studentów Politechniki Warszawskiej, "Stodoły" - kuźni akademickiej kultury. Ewa zadebiutowała pierwsza w Grupie Bluesowej Stodoła. W 1970 roku wystąpiła z nią w widowisku "Blusełka" na festiwalu Jazz nad Odrą we Wrocławiu. Równocześnie pojawiła się jako solistka kwartetu Zbigniewa Seiferta, przyjęta niezwykle życzliwie przez krytykę i publiczność koncertu Nowe twarze w polskim jazzie na Jazz Jamboree '70 w Warszawie. Połowa lat 70. upłynęła na śpiewaniu w zespole Bemibek (Aleksander Bem - voc, dr, lider / Ewa Bem - voc, perc, / Andrzej Ibek - voc, p, org.), który w 1973 przekształcił się w grupę Bemibem (Aleksander Bem - dr, voc,lider / Ewa Bem - voc, perc / Paweł Dąbrowski - bg / Tomasz Jaśkiewicz-g / Marian Mroczkowski - p). Ogniwem łączącym działalność obu tych zespołów, był bez wątpienia głos Ewy Bem. Brzmiał on wyraziście we wszystkich nagraniach, na nim skupiała się uwaga publiczności, on w końcu zdecydował o trwałym ich miejscu w historii polskiej muzyki rozrywkowej, o licznych konkursowych i estradowych sukcesach obu formacji. Ale zarówno Bemibek jak i Bemibem nie były zespołami akompaniującymi Ewie Bem. Śpiewali lub podśpiewywali bowiem wszyscy pozostali muzycy, wspierając swymi umiejętnościami utwory aranżowane z wielką troską o ich stronę wokalną. Wspólne z nimi muzykowanie wykształciły w Ewie Bem pogardę dla kiczu, miałkości muzyki nijakiej, wyczuliły na repertuar, który dobiera nadal niezwykle starannie, budując go zresztą na twórczości nielicznego grona znakomitych spółek autorskich.
|
|
||