<<<...powrót do serwisu

...


foto źródło: Sonic


Adam Dobrzyński
rozmawia
z Tomkiem Wasyłyszynem wokalistą oraz gitarzystą zespołu Cytadela

 



foto źródło: Sonic

"Gramy muzykę niszową więc i na niszowy poklask możemy
i wręcz skazani jesteśmy liczyć"

Adam Dobrzyński: Wróćmy do początków. Jak doszło do założenia Cytadeli?

Tomek Wasyłyszyn: Zespół Cytadela działa od końca lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia (wow!) a dokładnie od 1987 roku. Mamy w zasadzie dwudziestoletnią przepaść między tamtym
wcieleniem zespołu a tym z roku obecnego. Wówczas zespół działał
do 1994 roku czyli do wydania naszej pierwszej płyty - choć
w międzyczasie były jakieś tam przerwy, potem długo długo nic i przed dwoma laty znów się przypomnieliśmy. Początki zespołu generalnie są bardzo mroczne a nasze pierwsze wcielenie do powiedzmy obecnego, które ma pewną już ciągłość, dzieli dziesięć lat hibernacji.
Gdy startowaliśmy to były zresztą całkiem inne czasy dla muzyki.
Wtedy polska scena rockowa to był Kult, Brygada Kryzys, była komuna
i inaczej postrzegano muzykę stricte niezależną. Teraz, w dwudziestym pierwszym wieku już tak nie jest. Czy ja wiem? Może przeszłości grupy
z dwudziestoletnim stażem nie warto w ogóle wyciągać z mroku?

Muzyka nowofalowa A.D. 2006 musi być nieszablonowo zagrana, nieszablonowo zaaranżowana, musi być na tyle interesująca by zainteresować sobą potencjalnego odbiorcę...

Najnowszy album to zdecydowanie- jak powiedziałem- nie analogia
do debiutu ale pewnego rodzaju ciągłość krążka sprzed dwóch lat.

AD: Nazwa. Znów muszę to pytanie zadać bo młodziaki czasem nie kojarzą pewnych faktów a encyklopedie w kraju nas nie rozpieszczają. Co ona oznacza. Ja wiem, że początku upatrywać należy w warszawskiej Cytadeli... miejscu szczególnym...

Tomek Wasyłyszyn: Wszystko się zgadza. W owym czasie mieszkałem obok Cytadeli a nazwa ta dosłownie przyśniła mi się pewnej nocy.
Tu nie ma co doszukiwać się pewnego rodzaju ideologii, niemniej
choć nie graliśmy utworów typowo narodowo-wyzwoleńczych,
jednak w owych czasach nazwa ta miała mocny wydźwięk. Mroczna nazwa i mroczna muzyka, z pazurem, tak bym to skomentował.

AD: Z tego co mówisz wnioskuję, że Cytadela ma wreszcie szansę zaistnieć w świadomości muzycznego odbiorcy na dłużej. Nie planujecie wewnętrznych przewrotów i będziecie działali dalej?

Tomek Wasyłyszyn: Przez ostatnie dwa lata na tyle udało nam się zaistnieć w świadomości portali internetowych, prasy muzycznej oraz słuchaczy, że jakąś sobie markę wyrobiliśmy. Co ważne, sklepy muzyczne z chęcią nasze płyty wykładają na półki płytowe, tak więc
nie wstydzą się nas, to ważne. Oczywiście mamy swoich wielbicieli ale
i ludzi zawistnych, głównie w branży muzycznej bo jak zapewne wiesz jak komuś w naszym kraju coś się uda, to jest "b". Nie są to sukcesy
na miarę największych gwiazd muzyki popowej ale też nie ma co się oszukiwać, takiej muzyki w ogóle nie gramy. Gramy muzykę niszową więc i na niszowy poklask możemy i wręcz skazani jesteśmy liczyć, ale jeśli na tym polu czujemy się spełnieni, nic więcej nie potrzeba.

AD: "Królowa śniegu" - jak powstał pomysł na ten szczególny tytuł?

Tomek Wasyłyszyn: Królowej Śniegu chyba wszyscy w dzieciństwie
się bali. Kiedy zobaczyłem film "Królowa Śniegu" z Bridget Fondą, notabene nie był to najlepszy obraz, pomyślałem, że byłby to świetny tytuł na nasz nowy album. Co ciekawe zobaczyłem ten film przebywając w Egipcie. To niezwykły kontrast. Pomyślałem sobie, że Królowa Śniegu jest pewnego rodzaju archetypem kobiety niekoniecznie złej ale
siejącej niezły ferment w głowie małego chłopca. W związku z tym postać ta jest dosłownie mentalnym rozrachunkiem ze wszystkimi kobietami w moim życiu począwszy od mojej matki a skończywszy
na mojej drugiej żonie, niestety. Tak więc album ten jest pewnego rodzaju concept albumem choć poszczególne teksty nie stanowią spójnej całości. Przez okładkę, teksty, staraliśmy się nadać szczególną dramaturgię tej płycie żeby rzeczywiście ta Królowa Śniegu gdzieś się tam pokazywała. Jest więc specyficzny obraz kobiety wyłaniający się
z utworu "Kamery" a całkiem inaczej ukazywany jest ten temat
w "Uranie", gdzie - co wynika z tekstu - dochodzimy do takiego punktu w życiu, w którym dowiadujemy się , że coś straciliśmy, coś zmieniło się bezpowrotnie.

Nasza Królowa Śniegu, koleżanka Kasia Borowska jest jednak dopiero na drugiej stronie naszej okładki, na głównej jest obraz padającego śniegu, stwierdziliśmy bowiem, że byłoby to zbyt oczywiste, może
nawet kiczowate? Zauważ, że jest niepokojąco piękna, świetnie
wczuła się i oddała swoją kreacją powierzoną jej tematykę.

AD: A jednak concept album. Gdzie jest obecne to spoiwo, o którym
sam powiedziałeś, że jest?

Tomek Wasyłyszyn: Wracamy zatem do tytułu. Myślę, że postać tej kobiety, tego niepokoju wypełniającego mężczyznę czy to w czasie
gdy jest dzieckiem czy też gdy jest dorosły jest genialnym odbiciem niepokojów jakie panują w naszych obecnych czasach. Ten niepokój zatem może być rozumiany w dwojaki sposób, jako relacje damsko-męskie albo niepokój sam w sobie, na przykład o naszą przyszłość niemalże.

AD: Darek Kasprzycki- to jego teksty obok Twoich są na tej płycie.
Kim on jest?

Tomek Wasyłyszyn: To jest mój kolega z lat dziecięcych.
Na Marymoncie był swojego czasu sławny z dwóch powodów.
Z tego, iż był muzykiem i poetą do tego. Od wielu lat przebywa
w Stanach Zjednoczonych i z tego co wiem szykuje tam wydanie
swoich tomików wierszy.

Na tej płycie wykorzystałem cztery jego teksty, są to numery
"Kamery", "Straszne wycie", "Dzieci potępienia" oraz "Motocykliści". Numer ostatni, który wymieniłem napisał słuchaj, mając czternaście lat. "Dzieci potępienia" również jest bardzo starym tekstem. Tak więc na nowej płycie masz taki zestaw, całkiem nowych rzeczy ze starszymi akcentami, co nie znaczy, że gorszymi.

AD: Mówicie o sobie, wytwórnia też reklamuje- zespół nowofalowy,
z epoki zimnej fali, grający mroczną i gotycką muzę. Co do różnego pojęcia fali, to już pojęcia nieco wyświechtane i bardziej tyczące ówczesnych kapel ,z lat osiemdziesiątych. Muzyka mroczna ok. ale gotyk?

Tomek Wasyłyszyn: Racja. Dwudziesty pierwszy wiek i nowa fala coś się nie zgadza. My raczej na swoje potrzeby używamy pojęcia "muzyka cytadeliczna", bo choć każda z naszych płyt jest inna i czymś się różni, chyba wypracowaliśmy pewnego rodzaju styl, który daje się rozpoznać. Specyficzna melodyka, jak Motorhead - włączysz i wiesz, że to oni, tak chyba rozpoznasz i nas. Poza tym mój głos, który ma tylu zwolenników co przeciwników. Wiesz, pojęcie gotyku też jest nieprecyzyjne, teraz tyczy się zupełnie innych kapel a w latach osiemdziesiątych w tym
nurcie określano dokonania na przykład Bauhausu.

AD: Do którego cały czas Was ciągnie. Skąd czerpiesz wokalne inspiracje?

Tomek Wasyłyszyn: No i tego ukryć się nie da. Ja czuję się wychowankiem i Bauhausu i solowych dokonań jako takich Petera Murphy'ego. Jednym z moich ulubionych zespołów jest też Laibach
i Cveto Koval a w zasadzie sposób jego śpiewania. Peter Murphy
i oczywiście Gavin Friday z Virgin Prunes. Chyba inspiracje czerpię
z tych dwóch wokalistów.

AD: Powiedziałeś , że wypracowaliście coś co stanowi o tym, iż to co gracie jest "cytadeliczne". Jak zatem odniósłbyś ten nowy album do Waszego debiutu. Jest jednak bardzo różny.

Tomek Wasyłyszyn: Ogólnie panujący chłód w muzyce, wiesz, ten
trop jest dla nas chyba ważny. W momencie gdy nagrywaliśmy nasz debiut przed dwunastoma laty, muzyka rockowa była bardzo
popularna. Wiesz, radio Wawa rozpoczynało swoją działalność,
wszyscy nosili czapki baseball'ówki, to był jeden wielki obciach. Na tamten krążek weszło sporo nagrań z naszych najwcześniejszych dokonań, jakichś tam taśm magnetofonowych i tak dalej. Jest na przykład specyficznie brzmiący numer "Strzępy". Jest też trochę
klimatów jak gdyby zaczerpniętych z ducha ballad Lou Reeda, powiedzmy. Takiej estetyki potem staraliśmy się unikać. Ta płyta
raz mi się podoba, innym razem wolę po nią nie sięgać. Jest na
niej nasz specyficzny chłód ale jest też ukłon w stronę nazwałbym to, melodyjnego rocka. To nie były dla nas dobre inspiracje ale przedarły
się na krążek.

"Królowa śniegu" co ciekawe, w moim odczuciu jest gdzieś w muzyce pomiędzy naszym pierwszym a drugim albumem. Tak uważam. Tak
bym ten nasz krążek porównał.

Wszystkie nasze numery powstają na tak zwanych próbach "Pi" .
Są improwizowane i nagrywane od razu w całości. Nazwa wzięła
się stąd, że pierwsza próba Pi miała miejsce 14 marca ( a przypomnę,
że 3, 14 = Pi).

AD: Jakie więc plany na przyszłość?

Tomek Wasyłyszyn: 7 listopada gramy w Warszawie w No Mercy,
18 listopada będziemy grali koncert w Legionowie a potem zawitamy
| do Radia Dla Ciebie na koncert na żywo. Myślę, że jeszcze sporo będzie o nas słychać w tym roku, także w Polsce. Poza tym szykujemy się do nagrania teledysku, będzie dobrze.

AD: Dzięki bardzo.

 


...

<<<...powrót do serwisu
...