Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

http://www.fabianski.com.pl

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

10.2009 / Bogdan Fabiański

Wywiady: Bogdan Fabiański rozmawia z SASHĄ STRUNIN


Menu

Aleksandra Sasha Strunin urodziła się w Sankt Petersburgu. Jej rodzina była uzdolniona artystycznie (dziadek- reżyser, babcia aktorka, a rodzice są śpiewakami operowymi). Wraz z rodzicami przeprowadziła się do Poznania, gdzie ukończyła X Liceum Ogólnokształcącym im. Przemysła II oraz rozpoczęła studia na Wydziale Fotografii Akademii Sztuk Pięknych. W wieku szesnastu lat nagrała pierwszy utwór "How many people". Drugi utwór "Just call me" przyniósł Sashy sukces, ponieważ dostał się do finału festiwalu Sopot Festival 2006. Rok później, dzięki utworowi "Time to party", wraz z zespołem The Jet Set znalazła się na Eurowizji. Zajęli czternaste miejsce. Pod koniec 2008 roku zespół rozpadł się. Sasha postanowiła rozpocząć karierę solową. Wraz z Dannym nagrała utwór Emily. W 2009 roku z utworem "To nic kiedy płyną łzy" znalazła się w Opolu, gdzie dostała nominacje do Bursztynowego Słowika i Słowika Publiczności. 21 września 2009 roku ukazała się pierwsza solowa płyta Sashy Strunie (Pt. To nic kiedy płyną łzy)

BOGDAN FABIAŃSKI:Urodziłaś się w Sankt Petersburgu, ale liceum ukończyłaś w Polsce?

SASHA: Tak jest. Można powiedzieć, że jestem Polką, ponieważ czuje się nią. Nie tylko liceum kończyłam, tak naprawdę przeprowadziłam się tutaj z rodzicami jak miałam trzy latka, więc przedszkole, szkołę podstawową, gimnazjum, liceum no i teraz zaczynam studia i to wszystko się dzieje w Polsce, a dokładniej w Poznaniu.

B.F.: Twój pierwszy sukces artystyczny, to przegląd piosenki angielskiej?

SASHA: Tak, to był festiwal piosenki angielskiej w Brzegu, między innymi na nim była Alicja Bachleda-Curuś. Ja również tam zajęłam jakieś miejsce. Ten festiwal jest też dość prestiżowy Dla mnie jako dla młodej osoby, to było duże wydarzenie. Później jakoś się to zaczęło, pociągnęło jakieś festiwale, konkursy różne przeglądy piosenek i mój zespół The Jet Set.

B.F.: Nie myślałaś, żeby pójść w ślady rodziców, śpiewaków operowych?

SASHA: Nie, nie myślałam. Ze mną to było tak, że tą muzykę operową miałam wszędzie, bo nie dość, że z rodzicami w domu tej muzyki non stop musiałam słuchać. Powiedziałam, że musiałam, bo dziecko takiej muzyki nie trawi, ponieważ słucha zupełnie innej. Ja słuchałam wtedy muzyki rockowej, różnej przeróżnej młodzieżowej. Ta muzyka operowa nie była mi tak bardzo bliska, ale nie dość, że w domu to jeszcze w pracy, ponieważ rodzice nie mieli, co ze mną zrobić, więc wychowałam się na deskach teatru. Dopiero dzisiaj tak naprawdę czuje, że bardzo dużo to mi dało i muzycznie i pod względem wrażliwości, dzięki temu, że wokal miała w rodzinie tak naprawdę od dziecka i to się na pewno przełożyło jakoś na moje późniejsze życie. Muzyka operowa nie koniecznie, ponieważ do słuchania jak najbardziej uważam, że jest to najwyższy szczebel artystyczny, jaki można osiągnąć w muzyce i wokalistyce. Jednak, że ja wole muzykę rozrywkową i taką świadomie wybrałam rodzice też to potraktowali bardzo poważnie i nie chcieli mnie na siłę wprowadzać w kręgi muzyki operowej. Tak jak mówię ta muzyka rozrywkowa okazała mi się bardziej bliższa.

B.F.: Druga strona medalu byłaś modelką?

SASHA:Tak byłam. Byłam modelką, był to dość krótki epizod w moim życiu, ale bardzo znaczny, ponieważ nabrałam pewności siebie i troszkę poznałam świata podróżowałam nauczyłam się języka angielskiego, dzisiaj to bardzo mocno zaowocowało. Miałam wtedy zaledwie 14 lat a więc młode bobo byłam, ale przygoda przednia muszę powiedzieć, że dla młodej osoby modeling jest bardzo fajnym doświadczeniem. Nie chciałabym dalej tego ciągnąć, ponieważ nie dawało mi to żadnej satysfakcji, bo dobrze fajnie zdjęcie się ogląda, ale co można o nim mówić fajnie wyszłam, nie fajnie wyszłam, tak naprawdę żadnej satysfakcji nie można z tego uzyskać. Muzyka była zawsze dla mnie najważniejsza a więc jak był moment, że musiałam wybrać pomiędzy tym modelingiem, a śpiewaniem profesjonalnie, wybrałam bez zastanowienia muzykę.

B.F.:Aż w końcu spotkałaś się z Tray’em z Chicago?

SASHA: Tak spotkałam się z Tray’em z Chicago. To były pierwsze etapy naszego zespołu. Najpierw był Tray i szybko powstała piosenka „How Many People”. Później Eurowizja, polskie preselekcje, kolejne piosenki…. Później Tray nas zostawił, ponieważ wybrał swoją ścieżkę w kierunku stricte rapowym. Następnie doszedł do nas David i kontynuacja mojej pracy w tym zespole, w tym projekcie… Teraz przyszedł czas na karierę solową.

B.F.: Cofnijmy się jeszcze, jak doszło do założenia zespołu The Jet Set?

SASHA:The Jet Set to było tak, że chodziłam na lekcje śpiewu do mojej Pani Marzeny Osiewicz, której bardzo dużo zawdzięczam. Ona tak naprawdę pokazała mi, co mogę zrobić ze swoim głosem, jak nad nim zapanować. Jeszcze dzisiaj się od niej uczę i chyba nigdy nie przestanę, ponieważ uważam, że szkolenie jest bardzo ważne i mam nadzieje, że nigdy się nie poddam. Jak Barbara Streisand, która ma dzisiaj bardzo dużo lat, to i tak chodzi na lekcje śpiewu i kształci swój wokal! Powracając do tematu Marzeny Osiewicz, to ona poleciła mnie pewnemu producentowi, który przyszedł z dnia na dzień na moje zajęcia, posłuchał jak śpiewam i chciał się spotkać z moimi rodzicami. Wydarzyło się to bardzo szybciutko nawet się tego nie spodziewałam, ponieważ tak naprawdę długo pracowałam na jakiś tam swój sukces zawodowy: festiwale, konkursy. Śpiewam tak naprawdę od 11 roku życia już tak można powiedzieć bardziej profesjonalnie, a tutaj z dnia na dzień coś tak dużego wydarzyło się w moim życiu. Nie sposób było się temu oprzeć oczywiście…

B.F.: Debiutowaliście piosenkami „How many people” i „Just call me”, a sama płyta stała się złotą płytą.

SASHA: Tak płyta stała się złotą, co niezwykle nas ucieszyło i dało mi po prostu możliwość rozwijać się dalej. Niektórzy tak naprawdę nie kojarzyli, nie wiedzieli, że my jesteśmy zespołem polskim, bo Sasha, David a jeszcze wcześniej Tray to takie imiona zagraniczne plus jeszcze do tego język angielski i nie do końca byli pewni czy to jest polski projekt, a może szwedzki, angielski a może niemiecki. Dziś stawiamy kropkę nad „i” jestem Polką i teraz śpiewam po polsku!

B.F.: Z piosenkę „Time to party” dotarliście do…

SASHA: Dotarliśmy na konkurs Eurowizji. To niezwykłe doświadczenie w moim życiu, niezwykła przygoda i możliwość zaprezentowania swojego utworu i siebie przed 1 miliardem ludzi ta świadomość, że się ma tylko te trzy minuty i tyle ludzi ogląda cię nie tylko na tej sali, ale tak naprawdę w całej Europie. Eurowizja jest to druga chyba najbardziej oglądana impreza na świecie, to jest niezwykle coś prestiżowego. Możliwość się pokazania i zabicia tego stresu, radość, jaką się ma, że się wystąpiło na tym festiwalu to jest coś bezcennego i bardzo się cieszę, że nam tę możliwość udostępniono, że ludzie na nas zagłosowali. Coś niesamowitego i nie przejmujemy się, że to było 14 miejsce nie dostaliśmy się do finału, bo to wiadomo, że to jest konkurs bardzo polityczny i to różnie bywa. Chodzi tylko o ten moment o ten występ a występ ludziom bardzo się spodobał i dostaliśmy bardzo dużo pozytywnych opinii i to jest najważniejsze.

B.F.: Do połowy 2008 roku miałaś sporo zajęć: matura, koncerty, sesje fotograficzne…

SASHA: Tak dużo. Jednak te sesje i to wszystko to jest nic w porównaniu do tego, że cały rok nagrywałam płytę. Nie tylko w Polsce, ale też w Niemczech i bardzo długo to trwało. Trzeba było coś przerobić, coś zmienić. Mieliśmy bardzo dużo pomysłów, a przecież płyta musi się mieścić w tych 13-14 utworach. Niektórzy ludzie pomyśleli, że zniknęłam całkowicie z polskiego rynku muzycznego, że zespołu nie ma…. Co się nagle wydarzyło, ale to tak naprawdę było spowodowane tym, że siedziałam cały czas w zamkniętym studio. Jeszcze był program Big Brother, dla VIP-ów, w którym brałam udział. Sesja do jednego z magazynów polskich, taka dosyć ważna też w mojej karierze, ponieważ została odznaczona jako jedna z najlepszych.

B.F.: Współpracowałaś ze szwedzkim wokalistą Dannym…

SASHA: Tak współpracowałam. Zostałam wybrana przez niego, firmę fonograficzną i producentów do zaśpiewania z nim wspólnie duetu, z czego bardzo się cieszę. Danny jest niesamowicie utalentowanym młodym mężczyzną i wspaniale mi się z nim współpracowało, naprawdę fajne doświadczenie i nawet nakręciliśmy klip do piosenki. Piosenka się bardzo spodobała w Polsce i to był powrót tutaj na scenę muzyczną

B.F.: Kiedy rozpadł się Wasz duet stwierdziłaś, że musisz podjąć karierę solową czy ten pomysł świtał ci w głowie dużo wcześniej?

SASHA:: Nie do końca. Nie można powiedzieć, że się rozpadł zespół, ponieważ to za wielkie słowo. Po prostu była taka koncepcja, żeby nagrać jedną płytę i później zająć się solową karierą Sashy. Wpadliśmy na ten pomysł już dawno, jeszcze przy zespole The Jet Set. Nie nazwałabym, że to był rozpad, ponieważ było to bardzo polubowne. David ma też dzisiaj swój zespół w Niemczech i on się przygotowywał do tej pracy.  Teraz będę działać solowo, z czego się bardzo cieszę i mam nadzieje, że się ludziom spodoba to, co zrobiłam przez ten cały rok pracy

B.F.: Muzyka na płycie różni się od brzemienia zespołu The Jet Set jest sporo gitar, ale także dużo brzmień akustycznych.

SASHA: Tak i to jest to, co kocham najbardziej. Teraz w tym momencie taka jestem taką się chcę pokazać na tej pierwszej solowej płycie. Możliwe, że może za pięć lat będę miała inne podejście do muzyki… może będę zupełnie inna, ale to będzie za pięć lat. Dziś jestem taka, jaka jest ta moja płyta bardzo mnie cieszy fakt, że jest bardzo dużo gitar. Jest jedna nawet piosenka stricte akustyczna i kilku takich przeszkadzajek, jest to coś, co chciałam zawsze zrobić. Ponieważ nie tylko zamykać się w takim jednym kierunku, ale spróbować czegoś zupełnie nowego nawet jest trochę takich rockowych brzmień, jest nawet piosenka typowo dancehall’owa. Myślę, że dzisiaj nie ma sensu zamykać się w jednym stylu muzycznym. Przede wszystkim płyty się tak słabo sprzedają, że fajnie by było, włączając jedną płytę usłyszeć w niej różne, przeróżne rzeczy. Dobrze się bawić na imprezie jak i dobrze się bawić przy butelce wina, na przykład w domu samotnie, czy na randce czy w aucie. Myślę, że to wszystko ta płyta zawiera.

B.F.: Śpiewasz w czterech językach, w tym występujesz z DJ TOMKIEM, który śpiewa chyba w dwóch językach?

SASHA: Jeżeli chodzi o DJ Tomka… Nikt się nie spodziewał, że będzie na naszej płycie. Bas zaproponował taką znajomość z DJ TOMKIEM i to on go wziął pod swoje skrzydła. Powiedział jest taka możliwość żeby zarapować na płycie artystki w Polsce, na jej solowym albumie. Zgodził się, co zabawnie wyszło, bo pierwszy raz dla mnie zarampował w języku polskim, bo wcześniej tego nie robił. Powiedziałam DJ TOMKOWI tak: „Nie ma sensu, żebyś rapował tylko w języku niemieckim. Masz możliwość pokazać, że jesteś Polakiem. Płyta ukaże się w Polsce proszę zrób to po polsku”. DJ TOMEK się zgodził wyszło to przezabawnie. Piosenka moim zdaniem jest też bardzo młodzieżowa właśnie w takich klimatach dancehall, r’n’b. Jest naprawdę fajnym akcentem całej płyty.

B.F.: Mimo tego, że była produkowana w różnych studiach i zawiera różne style muzyczne jest spójna. To taki pop z domieszką r’n’b.

SASHA: Tak myślę, że to fajnie zostało ujęte. Jest to pop, jest to muzyka popularna i nie tylko r’n’b. Są też elementy dance, dancehallowe są kawałki akustyczne, tak jak mówiłam wcześniej, każdy znajdzie coś dla siebie. Bardzo, bardzo uniwersalna

B.F.: Lubisz różnorodność gatunkową?

SASHA: Tak. Nie lubię się w niczym zamykać. Oczywiście konwencja pozostaje jedna, bo to nie jest tak, że to jest zlepek jakichś rytmów. Klimaty muszą się zmieniać, bo można się zanudzić słuchając piosenek w jednym stylu.

B.F.: Twoje fascynacje to muzyka i fotografia. Lubisz to, co ulotne chwytać w dłoń. Jesteś takim reżyserem spojrzeń.

SASHA: Dostałam się do Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, na Wydział Fotografii. Fotografia od zawsze mnie fascynowała. Robiłam różne, przeróżne zdjęcia nie zawsze miałam czas, ale zawsze miałam przy sobie aparat. Lubię zdjęcia analogowe, kreatywne inscenizacyjne. Myślę, że to będzie taki fajny wstęp do późniejszej reżyserii, na którą planuje się dostać. Nie wiem czy w Warszawie czy w Łodzi. Teraz nie chciałam jeszcze zaczynać, bo co to ze mnie za reżyser, który nie przeżył życia. Myślę, że nie było by sensu, ale później jak już będę świadomą życia kobietą będę chciała coś robić w tym kierunku. Po dziadku dziadek był reżyserem.

B.F.: Twój scenariusz na życie?
SASHA: Kobieta jest zmienną jak mówiła Briggitte Bardot wiem, jaka jestem dzisiaj, ale nie wiem, jaka będę później. Nie mam scenariusza na przyszłość. Myślę, że nie ma sensu, żeby mówić o przyszłości. Należy to życie przeżyć tak, jak mówi Oscar Wait: „Życie należy przeżyć, a nie o nim mówić”. To, co się wydarzy to się wydarzy, ja mam nadzieje, że to, co robię, to, co robiłam cały ostatni rok, że się ludziom spodoba. To by było najlepsze, co by mogło mi się teraz przytrafić. Sympatia ludzi i, żeby płyta się dobrze sprzedała, była dobrze odebrana przez ludzi młodych, starszych to się teraz najbardziej liczy.