| |
Po trwającej sześć lat muzycznej banicji, Eric Clapton powraca do
nas całkiem porządnym albumem. Dlaczego banicji? Zdaje się, że dając tytuł "Back home" swojej nowej płycie, Eric nie ma z ową klasyfikacją żadnych kłopotów.
Otóż tyle lat upłynęło od ukazania się rewelacyjnej płyty "Pilgrim"
z której mieliśmy takie piękne piosenki jak "My father's eyes", "Broken hearted" czy "River of tears". Potem przyszła kolej na ponowną claptonowską fascynację bluesem i do tego nawet tym rdzennym.
Płyty "Blues", "Riding with the king", "Reptile" czy ubiegłoroczna
"Me and mr Johnson" gdyby tak zebrać do kupy, powstałaby dopiero jedna porządna płyta bluesowa.
Być może Eric to zrozumiał a być może znudziła go monotonia
i postanowił się rozerwać - przy uciesze innych.
Album "Back home" jednak nie posiada tego klimatu co "Pilgrim"
niemniej jest bardzo przyjemny, ułagodzony i - co słychać- nieco spontaniczny. Bo kolejne piosenki choć są ładne, mkną jak gdyby wszyscy muzycy spieszyli się nieco przy ich nagrywaniu. Stąd być
może mimo atrakcyjności LP i być może jego dobrej sprzedaży
(wszak wszyscy czterdziestolatkowie są jego) przewiduję, iż żadnej
z kompozycji nie uda się dotrzeć do czołówki list przebojów. Ale Claptonowi jak wiemy- nie o listy singli chodzi...
Ważne, że płyta świetnie we fragmentach funkcjonuje na falach eteru (nie tego zepsutego komercyjnego w naszym kraju) a jeszcze lepiej prezentuje się na żywo.
Na płycie zadedykowanej pamięci Syreety Wright, Phillipe Wynn,
Rickowi Danko, Richardowi Manuelowi i Ray'owi Charlesowi usłyszeć za to możemy całą plejadę fantastycznych artystów. Mamy Pino Palladino, Johna Mayera, Steva Winwooda (świetnie słychać klimaty jego ostatniej płyty w pierwszych dwóch numerach) czy countrowca Vince'a Gilla.
Mocnymi punktami krążka są na pewno "So tired" i singlowy "Say what you will", bluesowo-reggae'owy "Revolution" (oj co tu robi Winwood), świetnie interpretuje Clapton George'a Harrisona numer "Love comes
to everyone", swój klimat ma "Piece of my heart"- to taki Clapton z lat osiemdziesiątych a doskonale wieńczy całość najbardziej zbliżony do pamiętnego albumu "Pilgrim" song tytułowy.
I co, jak na obchodzącego w marcu swoje sześćdziesiąte urodziny artystę, nieźle prawda?
Album "Back home" to zdecydowany powrót do domu, do spokoju, stagnacji, harmonii i mimo pędu w życiu codziennym, świadectwo
tego co w życiu jest najważniejsze.
Polecam nie tylko dojrzałym ale spragnionym ładnego i pozytywnego grania.
Adam Dobrzyński
1. So Tired
2. Say What You Will
3. I'm Going Left
4. Love Don't Love Nobody
5. Revolution
6. Love Comes To Everyone
7. Lost And Found
8. Piece Of My Heart
9. One Day
10. One Track Mind
11. Run Home To Me
12. Back Home
...
|
 |