| |
Z tym chłopakiem to niezła historia. Urodził się w wojskowym szpitalu
w Hempshire, w wieku 16 lat zrobił licencję pilota, wszak marzył latać samolotami Spitfire a w 1999 roku wylądował jako oficer brytyjskiej
armii w Kosowie. Żeby zaznaczyć więcej podobieństw do kariery Elvisa Presley'a, zwróćmy uwagę, iż w wieku 14 lat brzdąkał już na gitarze słuchając "Nevermind" Nirvany. Zaraz potem napisał swój pierwszy utwór. W przeciwieństwie do presleyowskiej zupełnie innej kariery, dopiero po wyjściu z woja zaczął się rozwijać muzycznie. Bo to służba podczas wojny w Kosowie, obudziła go pisarsko. Jak sam mówi o "No brevery", niezwykle pięknym i fatalistycznym numerze ze swojego debiutanckiego krążka, napisał go "brzdąkając na gitarze obok czołgu, którym patrolowano okolice Pristiny"- ciekawa sceneria, prawda? Ale właśnie to może twórczość Blunta, jest kośćcem dzisiejszych niespokojnych czasów?
We wrześniu 2003 roku przeniósł się do Kaliforni i tam rozpoczął się proces tworzenia niniejszej płyty. A pomagali mu nie byle jacy ludzie. Przede wszystkim Linda Perry, zapomniana wokalistka 4 Non Blondes, która od czasu do czasu komuś coś pięknego napisze (patrz "Beautiful" Christiny Aguilery) tu: produkcja "No bravery" a także producent Tom Rothcock - odpowiedzialny dotychczas za sukcesy nie żyjącego Elliotta Smitha, Badly Drawn Boy i Becka. Tekstom Blunta nadał iście pompatyczno-kościelny klimat, przy tym szybko wpadający w uszy
i oszałamiający - do tego stopnia, że już po pierwszym wysłuchaniu -
w całości, to ważne- płyty, nie możemy się od niej uwolnić. Wszystko
to wsparte zostało specyficznym instrumentarium, nie za często
ostatnio w muzyce popularnej, używanym. Są więc wszelakie rodzaje organów (głównie kościelne)- gra na nich Blunt, do tego wskrzeszono ducha organów Hammonda (najlepszy przykład "So long, Jimmy- nieco klimaty Beth Orton a solówka Mr. Nau'a wypisz wymaluj "Riders on the storm" The Doors- genialne), wspiera poczynania innych muzyków osobistym brzdąkaniem na gitarach i akompaniuje sobie na pianinie.
Co jest najlepsze na płycie? Otóż drodzy moi słuchacze, "Back to bedlam" to najprawdopodobniej najlepszy debiut tego roku, zatem trudno mi na nim wskazać w gronie cudeniek, coś najlepszego. Radzę szybko nabyć owy krążek, bo dane jego sprzedaży w Wielkiej Brytanii
są oszałamiające i u nas może nastąpić podobna euforia. Najlepszym tego dowodem jest na razie trzykrotny dublet Blunta na Music Week'u, płyty i drugiego singla z LP "You're beautiful". Oby tak dalej. tracklista:
1. High
2. You're Beautiful
3. Wisemen
4. Goodbye My Lover
5. Tears And Rain
6. Out Of My Mind
7. So Long Jimmy
8. Billy
9. Cry
10. No Bravery |
 |