| |
Paul van Dyk, jeden
z najbardziej znanych niemieckich dj'ów na świecie (nr 2 w światowym
rankingu magazynu "Mixmag"), powraca
na scenę klubową jako artysta i producent ze swoim nowym, czwar-
tym już albumem...
Sylwetka. Samego Paula
chyba nie trzeba zbyt długo przedstawiać. Niemiecki dj, producent,
założyciel i właściciel wytwórni nagraniowej Vandit Rec. urodzony
w 1971 r. w byłej NRD, a dokładniej w małym miasteczku Eisenhuettenstadt,
z którego po paru latach przeprowadził się wraz z rodziną do wschodniej
części Berlina. W dwa lata po zburzeniu Muru Berlińskiego Paul
rozpoczął grę w słynnym berlińskim klubie Tresor prezentując tam
swoją nowatorką w ten czas wizję klubowej muzyki elektronicznej
z elementami ambientowego brzmienia. Taką postawą zaskoczył i
zainteresował nie tylko wszystkich wielbicieli muzyki "technologicznej",
ale także najbardziej liczących się dj'ów na rynku, czego wynikiem
były jego późniejsze kooperacje i wspólne występy z takimi "osobistościami"
sceny jak: BT, Sasha, John Digweed, Nick Warren, Carl Cox i wieloma
innymi. Wreszcie, o czym nie można zapomnieć, autor własnych nowatorskich
produkcji i remixów dla tak znanych wykonawców jak na przykład
New Order czy U2.
Jego pierwsze płyty długogrające stały się inspiracją dla całej
sceny "techno", ale głównie dla rodzącego się wówczas
gatunku "trance", który na początku lat 90 został zdefiniowany
po raz pierwszy.
Z roku na rok, przede wszystkim za przyczyną produkcji Paula,
nabierał on kolorytów i idącej za tym coraz większej popularności.
Poczynając od znakomitego remixu kawałka "Spooky" zespołu
New Order, którego był wielkim fanem, poprzez jedno z najpopularniejszych
jego nagrań, "hymn" na cześć berlińskiego anioła "For
an Angel", aż do dziś Paul van Dyk ustala i rewolucjonizuje
kanon muzyki tanecznej.
Zapowiedź. Jednym z pytań,
jakie zapewne chodziło po głowie niezliczonej ilości fanów muzyki
tego utalentowanego producenta,
było to dotyczące stylu w jakim ma on zamiar utrzymać swój kolejny
w karierze album: czy będzie to melodyjny trance w stylu jego
drugiego LP "Seven Ways" czy bardziej progressywna,
zmixowana
tym razem "wycieczka" w świat znakomicie brzmiącej elektroniki,
jak
z poprzedniego albumu "Out there and Back"?
Odpowiedź na to i wiele tym podobnych zagadnień związanych
z oczekiwaniami wielbicieli klubowej muzyki na wysokim poziomie
z pewnością zaskakuje, gdyż same produkcje van Dyka są "zaskakujące".
Dzieje się tak może nie przez jakieś niecodzienne nowatorstwo
produkcji, z jakim mieliśmy do czynienia w przypadku wcześniejszych
krążków, ale ich "treść" i klimat.
W założeniach van Dyka, co sam wiele razy potwierdzał, jego naj-
nowszy album miał skłaniać słuchaczy do refleksji czy to nad kondycją
współczesnego człowieka, czy nad światową sceną polityczną - jednymi
słowy miał być bardziej "dojrzały". Trzeba przyznać
Paulowi, że udało
mu się nas "zaskoczyć" taką postawą. Zwróćmy chociażby
uwagę na artystów, z którymi van Dyk miał przyjemność współpracować:
Hemstock & Jennings, Second Sun, Jan Johnston, Vega 4, Dj
Tomekk ... Tak jak pierwsze nazwy niektórym z nas mogą całkowicie
nic nie mówić, tak te ostatnie (w szczególności ostatnia) na pewno
większości rzucają się
w oczy. Któż by pomyślał o współpracy rockowej grupy kryjącej
się pod nazwą Vega 4, czy tym bardziej bardzo popularnego ostatnimi
czasy Dj Tomkka - producenta niemieckiej sceny hip hop - z twórcą
reprezentu- jącym, rzekło by się, zupełnie "inny wymiar",
jakim w tym wypadku jest styl Paula.
Mimo tak "szokujących" wiadomości
dochodzących do zainteresowa- nych, przed ukazaniem się "Reflections"
wielbiciele brzmienia wielkiego niemieckiego producenta nie tracili
nadziei, a wręcz odwrotnie - gorący płomień rosnącej chęci poznania
nowego "wypieku" został tym bardziej rozniecony. Mało
tego, sam Paul przed zbliżającą się premierą dorzucał drwa do
ognia, czy to puszczając w swoim ponad 20 minutowym secie na berlińskiej
"Love Parade" kolejny (po "Nothing but you")
kawałek
z albumu, który miał się stać wkrótce singlem, czy to promując
jeszcze inne nagranie w reklamie telewizyjnej. Oba kawałki (umieszczone
na jednym singlu) po krótkim czasie podbiły serca stałych fanów
Paula, jak
i tych, którzy po raz pierwszy mieli okazje usłyszeć jego produkcje.
Tak więc oczekiwania, jakie stały przed doświadczonym latami produkcji
muzyki niemieckim dj'em były naprawdę wielkie, toteż sprawa wydania
jego długo wypatrywanego czwartego albumu cieszyła się olbrzymim
zainteresowaniem nie tylko w Europie, ale i na całym świecie.
Czy niebieskookiemu "przodownikowi" zachodnio-europejskiej
sceny klubowej po raz kolejny udało się stworzyć album przełamujący
wszelkie bariery, nawet samą barierę dźwięku?
Aby móc to sprawdzić prześledźmy pokrótce zawartość Reflections:
01. Paul van Dyk - Crush
02. Paul van Dyk - Time Of Our Lives
03. Paul van Dyk - Like A Friend
04. Paul van Dyk - Reflections
05. Paul van Dyk - Nothing But You
06. Paul van Dyk - Buenaventura
07. Paul van Dyk - Homage
08. Paul van Dyk - Never Forget
09. Paul van Dyk - Knowledge
10. Paul van Dyk - That's Life
11. Paul van Dyk - Connected
12. Paul van Dyk - Spellbound
13. Paul van Dyk - Kaleidoscope
Recenzja. Naszą podróż
zaczynamy od jednego z najdłużej wyczekiwanych i moim zdaniem
najciekawszych nagrań na płycie. Crush
jest bardzo dobrym przykładem na to, co może powstać z połączenia
sił grupy znakomitych i utalentowanych producentów - w tym wypadku
artystów z Second Sun i van Dyka. Nagranie jest oparte na samplu
z produkcji oryginalnie stworzonej właśnie przez Second Sun, zaś
pod ręką Paula nabiera ona nowych rumieńców. Trzeba również przyznać,
że jako intro spełnia swoją rolę znakomicie - może nie tak, jak
pamiętna "Vega" z "Out there and back", gdzie
rozpoczynający break-beat był idealnym wstępem do rytmicznej muzycznej
podróży, lecz Crush przy pomocy swojej nastrojowej melodyjności
czyni to tak samo skutecznie. Sam Paul przez wiele miesięcy zaczynał
swoje sety właśnie od tego nagrania.
Drugim, znanym już fanom kawałkiem (z wydanej wcześniej wersji
klubowej) jest Time of our lives,
stworzony przy współpracy brytyjs-kiego rockowego bandu Vega 4.
Wersja ta jest o wiele "spokojniejsza"
i w znacznej części wykorzystuje proste gitarowe riffy w połączeniu
z chilloutowym brzmieniem nieco bazującym na dźwiękach znanych
z poprzedniego albumu artysty. Wszystko zaś jest oparte na znakomi-
tym wokalu John'a McDaid'a przywołującego w swoich słowach różne
etapy naszego życia.
Piosenka Like a Friend powstała pod
wpływem szoku, jaki przeżył Paul po wizycie w Indiach, gdzie był
świadkiem skutków panującej tam przerażającej biedy. Jego rozmyślania
i odczucia w znacznym stopniu odbijają się w słowach śpiewanych
przez Jan Johnston. Jest to chyba jedno z najwolniejszych i najspokojniejszych
nagrań na płycie, ale właśnie takie było w tym wypadku zamierzenie
Paula.
Czwarty, tytułowy kawałek Reflections
zabiera nas po raz kolejny
w świat rytmu i epicznej melodii, w którym prowadzeni jesteśmy
dość nietypowym dla van Dyka beat'em. Nagranie to nie bez przyczyny
nosi taki sam tytuł, jak cały album - jest to manifestacja uczuć
Paula, jakich doświadcza zawsze po powrocie do domu, do Berlina.
Stąd właśnie dochodzące do naszych uszu dźwięki startujących,
tudzież lądujących samolotów i ciepły głos pani z informacji.
"Reflections" przypomina
swoim klimatem produkcje van Dyka z czasów "Seven Ways",
co może przy słuchaniu przynieść niektórym wytrawnym już znawcom
twórczości Paula efekt muzycznej reminiscencji. Krążą pogłoski,
iż właśnie "Reflections" stanie się kolejnym wielkim
singlem opatrzonym znakiem wytwórni Vandit Records.
Następne w kolei jest nagranie Nothing but
you, które osiągnęło na rynku muzycznym ogromny sukces,
co wkrótce doprowadziło do nakręcenia clipu, który na klubowych
listach (i nie tylko) osiągał miejsca nawet w pierwszej piątce.
Tym kawałkiem Paul dał fanom "tanecznej muzyki elektronicznej"
- jak ją sam nazywa - kolejną szanse na poznanie jego talentu.
Już w parę dni po ukazaniu się długo oczekiwanego singla nie było
chyba w Europie dj'a, który nie miałby tej płyty w swojej kolekcji.
"Nothing but you" bazuje na produkcji Hemstocka &
Jenningsa - Arctic, a dokładnie na wokalnym samplu, który na długo
zapadł Paulowi w pamięć. Jako że samo nagranie nie było, jak stwierdził
"w jego stylu", postanowił zrobić je na swój sposób
pozostawiając jedynie norweski wokal. Nowo stworzony kawałek zatytułował
"Nothing but you"
i zadedykował swojej żonie Nataschy, a można go było usłyszeć
już nawet we wrześniu 2002 roku, kiedy to van Dyk miał zwyczaj
od niego zaczynać i na nim też kończyć swoje sety.
Po około 7 minutach dawki znakomitego energetycznego trance'u
Paul proponuje nam nieco spokojniejszy beat Buenaventury.
Jeżeli ktoś odnosi nieodparte wrażenie, iż spotkał się już z przewijającym
się tu motywem, zapewne miał okazje słyszeć nagraną przez van
Dyka
ścieżkę dźwiękową do meksykańskiego filmu "La Mano del Zurdo",
gdzie także się pojawia właśnie "Buenaventura". Jest
to kolejny kawałek, który swoim klimatem w dużym stopniu przypomina
delikatne brzmienie rodem z "Seven Ways". Prosta melodia,
której wtórują śpiewy ptaków i ciepły kobiecy głos-szept - ogólnie
bardzo nastrojowe i przyje- mne w słuchaniu nagranie.
Kolejna, siódma już ścieżka Homage
jest zaledwie 3 minutowym nagraniem, które głównie skupia się
na słowach śpiewanych ponownie przez Jan Johnston. Melodia natomiast
oparta została o delikatne pianino, z którym w tle współgra linia
basowa przypominająca tą
z późniejszego kawałka "Connected".
Melancholia, której doświadczamy po przesłuchaniu kolejnego nagrania
- Never forget, także towarzyszyła
samemu producentowi, co Paul tłumaczył w wielu wywiadach: "Gdy
po raz pierwszy obejrzałem Liste Schindlera byłem bardzo smutny,
zaniepokojony. Nagranie jest wolne (...) z nutką melancholii,
ale ma w sobie także ukrytą nadzieje". Przez delikatne syntezatorowe
tło połączone z pojedynczo wygrywanymi fragmentami fortepianowymi
Paul osiąga dokładnie to o czym mówił.
Knowledge - to chyba nagranie, które wzbudzało najwięcej kontrowersji
w świecie muzyki tanecznej, a mianowicie chodzi o współprace między
Paulem a hip hopowym składem Dj'a Tomkka: Atomik Doggiem i Troup
da Donem. Wynikiem jest eksperymentalne połączenie elektroniki,
ciężkiego beat'u, scratchów i niskiego głosu rapera. Mi osobiscie
takie połączenie było nie w smak, lecz może są słuchacze, którym
to nagranie przez swoją oryginalność przypadnie do gustu.
Kolejny kawałek, That's life powraca
do szybkiego rytmu 4/4. Jako że jest to piosenka, której słowa
traktują o życiu, a życie nie zawsze jest kolorowe i wesołe, toteż
van Dyk nadaje jej klimat nieco mroczniejszy, zaś głęboka linia
basowa przykrywa nieśmiale rozbrzmiewającą w tle melodie Co ciekawe
i na co przydało by się zwrócić uwagę, "wokalistą" jest
tu po raz pierwszy Paul van Dyk.
Zakończenie nagrania 10 jest zarazem początkiem ścieżki 11, a
jest nią Connected. Kawałek ten został
wydany jako strona B singla z klubowym mixem "Time of our
lives", ale największą popularność zyskał swoją obecnością
w telewizyjnej reklamie, w której także występował Paul. Unikalna
i niesamowita melodia, świetna linia bassowa powodują, iż tego
nagrania nie można nie polubić. "Connected" jest na
pewno tym, czego fani oczekiwali od Paula po jego kolejnym wejściu
do berlińskiego studia - a dał im nawet więcej.
Przedostatnia ścieżka, Spellbound
ponownie jest "wspomagana" nieskazitelnym wokalem Jan
Johnston, co przy ciekawej i energety-
cznej melodii daje znakomity efekt.
Szkoda jedynie, że zanim nagranie zdąży rozwinąć skrzydła, czas
nieubłaganie się kończy i następuje przejście do zamykającego
już album Kaleidoscope. To nagranie
oprócz unikalnego tytułu jest ciekawe samo w sobie. Delikatny
trance opatrzony wokalem Jan, której słowa podsumowują niejako
kondycje współczesnego człowieka i tego co się wokół niego dzieje:
"We're going to extreme's/(...)Kaleidoscope of chaos".
Właśnie z taką refleksją chciał nas Paul zostawić po zakończe-
niu "podróży" i wyjęciu "Reflections" z naszego
odtwarzacza - czy mu
się udało? Oceńcie sami.
Próbki nagrań do przesłuchania są dostępne pod adresem:
http://www.paulvandyk.de/share/reflections
Atrur Fabiański
|
 |