| |
Grzegorza Kupczyka bodaj najważniejszego hard rockowego wokalisty polskiej sceny muzycznej, który do dziś jest w doskonałej formie a przy jego słuchaniu rumienią się młodzi adepci tej szczególnej wokalnej szkoły, nikomu przedstawić nie trzeba. Czym bez niego byłoby Turbo
czy Ceti, czym byłby polski rdzenny hard rock, który na szczęście ma czym się pochwalić?
Być może ów kunszt, wiara w swoje możliwości, próba ziszczenia marzeń, może hołd a może tylko kaprys spowodowały, iż ten
znamienity wokalista w 2006 roku zdecydował się z kompletnie nieznaną szerszej publiczności acz posiadającą wielkie możliwości
i hard rockowy sznyt (co na szczęście pokazuje niniejsza płyta) grupą Kruk, nagrać absolutnie pierwszy tego rodzaju na naszym rynku krążek "Memories", pewnego rodzaju pamiętnik ale i zapis tego co najważniejsze u podłoża światowego hard rocka, z naciskiem na nadal wielbionych przez rodaków "purpurowców" z Deep Purple na czele.
Co tu będę gdybał nad repertuarem- jest genialny. Mamy wszystko od "Black dog" Led Zeppelin poczynając przez rewelacyjnie podane "Burn!" wspomnianych Deep Purple...
Dalej też pewniaki bo i "Child in time" przedstawiać nie trzeba ani "Gypsy" z repertuaru Uriah Heep. Jest też "The Gypsy" "purpurowych
i jeszcze bardzo dobrze zagrany "Bloodsucker" także ich autorstwa.
Jest "Stairway to heaven" w ponad dziesięciominutowej obwolucie
ale i "Sabbath Bloody Sabbath", z którego to zasłynął Ozzy Osbourne
i spółka...
O tym nie ma co dyskutować, tego trzeba posłuchać...
I tu pojawia się w moim odczuciu problem, kwestia, nad którą
się głowię a rozwiać moje wątpliwości może tylko rozmowa
z autorem tego przedsięwzięcia.
Po jaką cholerę Kupczyk z młodziakami (uznanie i pokłon składam "Wiśni" na wokalu i Krzyśkowi Walczakowi, który Hammonda -
co słychać, zna jak własną kieszeń) cofając się w stylistykę lat siedemdziesiątych (wyszło im rewelacyjnie) nie odważyli się na swoją interpretację tych klasyków a jedynie pokusili się na ich odwzorowanie- poprawne, wręcz wzorowe ale choćby najlepszy zebrać skład i głos Kupczyka błyszczał jak dzieje się na płycie, oryginał oryginałem pozostanie i amen.
Dlaczego gdy "Stairway to heaven" przerobiła Dolly Parton, było wiadomo, że to bluegrassowe spojrzenie na numer? Czy Kupczykowi chodziło tylko o ziszczenie marzeń, by postawić polski pomnik klasyce, nagrać poprawną brzmieniowo płytę? Jeśli tak, to w oczach krytyka to praca bezcelowa i można było ją ograniczyć do dwóch, góra trzech kompozycji...
Jeśli jednak wraz z Krukiem ruszy w trasę promującą owe dzieło, na koncertach da upust fantazji i wleje w songi nieco własnego JA, kupię
to bezapelacyjnie i krążek potraktuję jako bazę, od której można posunąć się dalej.
Bo tak jak pisałem wcześniej, muzycznie nie można przyczepić się
ani do jednego drobniutkiego riffu czy dźwięku organów... Choć
Kupczyk Gillanem w "Child in time" nie będzie, to jednak, nagrał
owe dzieło z niezwykłym polotem. Szkoda tylko, że gonił za niedoścignionym...
Tak więc "Memories" nie tylko fani wokalisty, sympatycy "purpurowych" ale zadurzeni w klasycznym hard rocku odbiorcy, faktycznie musza mieć w swoich zbiorach. Bo podobnego krążka jeszcze u nas nie było
i pewnie długo nie będzie...
1. BURN! (Deep Purple)
2. Black Dog (Led Zeppelin)
3. The Gypsy (Deep Purple)
4. July Morning (Uriah Heep)
5. Sabbath Bloody Sabbath (Black Sabbath)
6. Child In Time (Deep Purple)
7. Gypsy (Uriah Heep)
8. Bloodsucker (Deep Purple)
9. Stairway To Heaven (Led Zeppelin)
10. Jest taki samotny dom (Budka Suflera)
11. Mistreated (Deep Purple)
Adam Dobrzyński |
 |