| |
Grzegorz Kupczyk powraca w swoim najbardziej przekonującym wcieleniu czyli z zespołem Ceti. W ubiegłym roku zaskoczył
wszystkich swoim- miejmy nadzieję - niejednorazowym projektem
Kruk, tym jednak razem wraca w pełni chwały z najlepszą w dyskografii Ceti, płytą.
Samego Kupczyka, bodaj najważniejszego hard rockowego
wokalisty polskiej sceny muzycznej, który do dziś jest
w doskonałej formie a przy jego słuchaniu rumienią się młodzi
adepci tej szczególnej wokalnej szkoły, nikomu przedstawić nie trzeba. Czym bez niego byłoby Turbo czy owe Ceti, czym byłby polski rdzenny hard rock, który na szczęście ma czym się pochwalić? Ten fragment wykradłem sam sobie z recenzji krążka "Memories", na którym
z młodziakami z Kruka, odtworzył najpiękniejsze numery autorstwa
Led Zeppelin, Deep Purple czy Urial Heep.
Najnowsze dzieło, następca "Shadow of an angel" wydanego cztery lata, temu to jak zaznaczyłem we wstępie, najważniejsza pozycja
w dorobku tej niezwykłej grupy.
Wespół z Marihuaną, który bryluje na klawiszach, Kupczyk stworzył dzieło, którym spokojnie wpisuje się w kanon najlepszych pozycji
sceny hard rock, symphonic rock, zahaczając w międzyczasie
o progressive rock.
"(...) perfecto mundi (...)" to dla mnie polska odpowiedź dla genialnej płyty Dream Theater "Metropolis Pt.2: Scenes from a memory" z 1999 roku. Szkoda, że tak późno? Absolutnie nie.
Zespół omawiany krążek, przygotowywał bite dwa lata, ponad rok nagrywał go na sesjach w studiu, to czuć i przede wszystkim słychać
w każdym fragmencie kolejnych kompozycji.
Numerów opowiadających o ludzkiej przemianie, o świadomości przemijania, o miłości, o jej braku, o śmierci a także o utraconych złudzeniach, słucha się z zapartym tchem, kiedy trzeba mocarne riffy
jak w "Deja Vu" czy "Garden of life 1" zgniatają czaszkę, ale gdy
jest ku temu okazja, jak za sprawą fantastycznej hard rockowej
ballady "Paradise lost" koją, delikatnie smagając uszy niezwykłą przejrzystością muzycznej wrażliwości.
Co ciekawe - podkreśla to lider zespołu w promocyjnych materiałach- album, a może bardziej jego koncepcja, faktycznie z kompozycji na kompozycję zdają się być bardziej nacechowane emocjonalnie, coraz bardziej przejmują a nawet silniej oddziaływują.
Zestawienie obok siebie "Paradise lost" najpiękniejszego songu na krążku u boku następującego po nim dynamicznego "Flight to the
other side" z interesującą solówką Kupczyka- na pozór ryzykowne,
przy całościowym przesłuchiwaniu płyty - okazuje się- jak najbardziej słuszne. Przy okazji są to kulminacyjne - w moim odczuciu - fragmenty albumu.
Warto też podkreślić lekko okraszone przestrzennym spojrzeniem
na muzykę (tu spora zasługa wokaliz Sylwi Kupczyk- córki mistrza)
"Ride to Light" (ponad osiem minut), w którym słychać elementy
muzyki rockowej i ...klasycznej. Notabene to kolejny mój faworyt na
"(...) perfecto mundi (...)".
I do tego długość kompozycji- średnia coś ponad pięć minut,
a "For those who aren't here" też ponad osiem minut! Pysznie!
Ceti powróciło w chwale, genialną płytą, dopieszczoną w każdym calu, przemyślaną muzycznie i stylistycznie. A, że podobnych propozycji
w tym roku chyba nawet nie warto oczekiwać (nie będzie!!!), polski album hard rockowy... już mam.
1. Intra Nost Est
2. Deja Vu
3. Gardens Of Life part 1
4. Stolen Wind
5. Paradise Lost
6. Flight To The Other Side
7. Ride To Light (album version)
8. For Those Who Are Here
9. Gardens Of Life part 2
10. Ride To Light (radio version)
11. Extra Studio Footage Photos & Graphic Gallery (bonus track)
Adam Dobrzyński
Kontakt: filolog1@wp.pl |
 |