<<<...powrót do serwisu
...



Trzy Dni Później
"Gdybym"
(Luna)



...
 


Jest rok 2003. "Trzy Dni Później" wygrywa Studencki Festiwal Piosenki. Jeden z dziennikarzy koniecznie chce się dowiedzieć, skąd nazwa zespołu. I właściwie jeszcze przed rozmową z dziewczynami dochodzi do wniosku, że liczba trzy dla nich jest magiczna, bo występują na festiwalu po raz trzeci, zgarniają nagrodę po trzech latach od
zaistnienia i w końcu odbierają ją trzy dziewczyny - to jak układanka, która się uzupełnia.
Asia: Nazwa powstała nieco wcześniej i nie było żadnej idei, która miałaby nam przyświecać podczas jej wymyślania. Wręcz przeciwnie, było bardzo prozaicznie... Jeździłyśmy na różne imprezy i brałyśmy
udział w konkursach bez własnej nazwy. W końcu jeden z jurorów powiedział nam, że nie możemy wystartować w konkursie bez nazwy
i natychmiast musimy coś wymyślić. Nic nam nie przychodziło do głowy, więc sięgnęłyśmy do książki, którą jedna z nas miała ze sobą. Wybrałyśmy stronę i werset. Padło na "A nie zaledwie Bóg", ale doszłyśmy do wniosku, że to zbyt patetyczne. Kolejna próba: wybór strony i wersetu, przeczytałyśmy "Trzy dni później" i tak już zostało.
Dwie Marty
Marta Piwowar i Marta Groffik poznały się w klubie garnizonowym
w Głogowie. W tym miejscu odbywały się lekcje studium wokalnego, którego były słuchaczkami.
Marta Groffik: Każda z nas już wtedy śpiewała i brała udział w różnych muzycznych projektach. Któregoś dnia Marta Piwowar powiedziała mi
że jej starsza siostra, która śpiewa, potrzebuje chórków. Oczywiście
się zgodziłam. Wtedy po raz pierwszy zaśpiewałyśmy razem i okazało się, że brzmi to bardzo ciekawie.
Asia
Asia lubi gadać, uczy się islandzkiego. Zamierza pojechać do Islandii
i załatwić tam dla zespołu koncerty. A tak poważnie. Wcale nie myślała, że ma bardzo odpowiedni głos do śpiewu, że jest dobra w pisaniu tekstów, że ma talent. Właściwie poszła za falą. W liceum była taka moda, że każdy brał udział w festiwalach, konkursach muzycznych
i recytatorskich. Nigdy nie marzyła o tym, żeby śpiewać i pisać już na zawsze. Bardziej pociągała ją psychologia. Nagle, całkiem niespodziewanie na jednym z festiwali zdobyła pierwszą nagrodę. Potem na jeden z występów potrzebowała koniecznie chórków i oczywiście najbliżej było jej do siostry Marty, która poprosiła jeszcze
o pomoc w chórkach koleżankę ze studium - Martę Groffik. Kiedy razem zaśpiewały, od razu wiedziały, że chcą połączyć siły, a wspólnie będą miały większą siłę rażenia.
Są na scenie
Najbardziej zależy im na tym, żeby energia którą chcą przekazać
dotarła do publiczności. Przez nią, często postrzegane są jako jeden organizm. One czują podobnie, brzmią i śpiewają jakby miały jedno serce. Ale charaktery... Każda z nich ma zupełnie inny.
- Jesteśmy albo zamknięte, albo wyniosłe - tak czasem słyszą o sobie.
Asia i Marta: - A my jesteśmy tylko trochę zdystansowane. Potrzebują tego, by jak najlepiej zaśpiewać, przenieść się w metafizyczną sferę.
Na co dzień są sympatyczne i po prostu fajne.
Jesteśmy kobietkami
Wspólne spotkania to oczywiście dyskusje o facetach, oglądnie seriali, ploteczki. Razem płaczą i razem się cieszą. Kiedy jednej jest smutno, pozostałe zajmują się jej pocieszaniem. Wolny czas często spędzają razem. Inaczej sobie nie wyobrażają, bo wtedy nie miałyby takich emocjonalnych relacji. A ich muzyka to emocje, bez nich koncerty
zespoły byłyby zupełnie inne.
Demokracja kontrolowana
Każdy w zespole ma swoja funkcję do spełnienia. Panuje demokracja, ale siłą rzeczy ostatnie zdanie należy do Asi. Każda dyskusja
dotycząca zespołu nowej kompozycji, tekstu, czy koncertów kończy
się ostatecznie pytaniem: "Asiu, a ty jak myślisz?".
Marek Niedźwiedzki
"Niedźwiedź" miał niemały wkład w wypromowanie trzech
śpiewających dziewczyn. Podczas SFP w 2003 roku, który wygrały,
był jurorem. Po koncercie sam podszedł do dziewczyn i poprosił o ich nagrania. Niedługo potem po raz pierwszy usłyszały w radiowej Trójce swoją "Kołysankę dziecinną", utwór który przez pół roku był obecny
na liście przebojów tej rozgłośni.
Marta: - I to nam rzeczywiście pomogło. Zaczęłyśmy być
rozpoznawalne. Wiele osób zaczęło nas kojarzyć i przychodzić na koncerty. Istnieje grono osób, które cały czas śledzi nasze poczynania.
Nigdy więcej
Całkiem niedawno pozwoliły sobie odmówić udziału w muzycznym projekcie bardzo znanego artysty.
Asia i Marta: - Nie ukrywamy, że do szału doprowadza nas fakt,
kiedy jesteśmy postrzegane jako chórek. I właśnie ten artysta, chciał, żebyśmy zaśpiewały dla niego chórki. Nasze głosy, ich brzmienie, tak naprawdę w ogóle nie nadają się jako podkład dla innych muzyków.
To jakiś standard - trzy śpiewające dziewczyny - to pewnie od razu chórek. A my nigdy nie chcemy być chórkiem, dlatego postanowiłyśmy odrzucać wszystkie tego typu propozycje bez względu na to, kto je przedstawia. Dostrzegłyśmy, że każdy tego typu występ jakoś źle
na nas wpływa, bardzo pochłania i wprowadza negatywne emocje.
Źle się z tym czujemy.
Chłopaki
"Trzy Dni Później" to nie tylko dziewczyny. Zespół ma siedmioosobowy skład. I oprócz Aśki i obu Mart gra w nim czterech zawodowych muzyków. Na początku było z facetami w zespole bardzo różnie. Kilku chłopców, którzy już nie są w składzie po prostu odeszło. Powód? Nie potrafili zaakceptować, że w "Trzy Dni Później" rządzą dziewczyny,
a oni nie mogą narzucać im swoich muzycznych preferencji.
Joanna Piwowar
Jest absolwentką Uniwersytetu Wrocławskiego. Przez kilka lat
mieszkała w Krakowie. Obecnie pracuje jako reżyser w warszawskim Teatrze na Woli. Jest autorką tekstów i większości kompozycji zespołu.
Marta Piwowar
Studiuje w Krakowie filologię angielską. Jest najmłodszym członkiem zespołu. To najbardziej optymistyczny duch w zespole. Lubi muzykę soulową.
Marta Groffik
Ukończyła filologię serbską na Uniwerytecie Wrocławskim. Obecnie
jest studentką II roku studium dziennikarskiego na Akademii Pedagogicznej. Żeby móc się utrzymać, na codzień dorabia jako
kasjerka w hipermarkecie sportowym.

To tyle w kwestii historii zespołu, jego personalnych kwestii, ocen pewnych sytuacji, analiz osiągnięć.
Pora przejść do konkretnej oceny ich najnowszej pozycji. Jak dobrze liczę zespół powstał dziewięć lat temu. Ma na koncie jedną płytę
wydaną w 2005 roku, najnowsze dzieło jest ich drugim
wydawnictwem.
Płytą, opartą na poezji Bolesława Leśmiana, choć czasem
wspieranego to twórczością Agnieszki Osieckiej ("Ja nie chcę spać")
do muzyki Krzysztofa Komedy, to muzyką Jana Janga Tomaszewskiego ("Dłoń zanurzasz we śnie") czy Janusza Wysockiego ("Szewczyk").
Twórczość Trzy Dni Później to muzyka spoza ludzkiej świadomości,
z pogranicza jawy i snu, stricte poezja śpiewana ale wsparta
aktorskim wyczuciem.
Najnowsza płyta doskonale współgra z podobnymi dokonaniami
z repertuaru Bjork, Renaty Przemyk, zespołów spod znaku Coctou Twins, Puppini Sisters, Stiny Nordestam, która spotyka Pj Harvey- bo
w tej pozornej harmonii i muzycznej poprawności, odnajdziemy wiele introwertycznych nut.
Gdybym miał w samotności przesłuchiwać najnowszy album raz
jeszcze, nie zdecydowałbym się bo w gruncie rzeczy to neurotyczna pozycja, której osią jest doskonała wokalna harmonia dziewczyn.
Jestem za.
Tym bardziej, że Leśmian wsparty elektroniką jest bardziej
sugestywny niż poznany w szkole jego słynny "Dusiołek".

1. We śnie - intro
2. Gdybym
3. Tajemnica
4. We śnie I
5. Królewna
6. We śnie II
7. Śni się lasom
8. Królewna a capella
9. Biegnie
10. Samotność
11. Szewczyk
12. Nieba opary
13. Ja nie chcę spać
14. Księżycowy

Adam Dobrzyński
Kontakt:
filolog1@wp.pl

 
<<<...powrót do serwisu
...