<<<...powrót do serwisu
...


Tiziano Ferro
"Nessuno e solo"
(Pomaton EMI)



...
 


Włoski rynek muzyczny przynajmniej raz na dwa lata wnosi do europejskiego panteonu gwiazd postać niezwykle charakterystyczną.
Podsumowując ostatnie piętnaście lat poznaliśmy m.in. Zucchero Fornaciarego, furorę zaczął odnosić Eros Ramazotti- największy współczesny gwiazdor włoskiej fonografii, Laura Pausini, Umberto Tozzi dał się poznać szerszej publiczności wygrywając pod koniec 90 lat San Remo, Nek - to tylko najważniejsi spośród tych, którzy tworzą cały czas po włosku a nie zapominajmy, że dyskoteka europejska to 80 % artyści pochodzący z kraju smakoszy pizzy i spaghetti (Eiffel 65 czy Mauro Picotto nie wspominając zapomnianych już posiadaczy jednego hitu).
To tylko wierzchołek "góry lodowej". Teoretycznie od 2002 roku,
sukcesy przeznaczone są dla Tizano Ferro, jak zwykle przystojniaka
i młodziaka zarazem. Debiutancki krążek "Rosso relativo" osiągnął pierwsze miejsca na listach sprzedaży m.in. w Niemczech i rodzimych Włoszech. Na Eurocharcie zdobył dublet zarówno osiągając najlepszą sprzedaż krążka jak i singla "Perdono". Ale to było cztery lata temu.
Według mnie za szybko bo rok po doskonałym debiucie otrzymaliśmy
od niego drugi album zatytułowany "111 centoundici", który choć miał krzykliwy singlowy numer "Perverso" już takiej furory nie zrobił. Nie dziwmy się więc, że trzeci materiał Tiziano przygotował po trzyletniej absencji...
Opłacało się. Nie tylko to najdojrzalsza płyta tego skądinąd urodziwego wokalisty, to jeszcze chłopak odchodzi od walki wokalnej z Craigiem Davidem, przestaje bawić się w naśladowcę Snoop Dogga, Jay-Z czy Willa Smitha a przypomina sobie z czego od lat słynęli włoscy artyści.
Z ballad, muzyki z pogranicza pop-rocka a przede wszystkim ze specyficznego nastroju. I co też na plus - Tiziano śpiewa tylko
w języku włoskim!
We Włoszech już ma dublecik, album od dwóch tygodni od debiutu jest na szczycie listy sprzedaży płyt, podobnie jak rewelacyjny singiel "Stop! Dimentica".
Zaczyna się od ciekawych gitar w "Tarantola d'Africa" - bardzo dobrej balladzie, na które Tiziano postawił na tym krążku. Następujące dalej
"Ti scattero una foto" i "Ed ero contentissimo" to rasowe przytulaki, które urzekną od razu żeńską część odbiorców.
Nie ma w tych kompozycjach ani krzty sampli, ani chwili hip-hopowej werwy i co ważne taki klimat zachowany jest do końca płyty! No może tylko na chwilę daje upust młodzieńczej werwy w "E raffaella e mia".
Ferro lekko przyśpiesza w stricte komputerowym "Stop! Dimentica" przywołującym na myśl klimacik lat osiemdziesiątych, dokonania spod znaku new romantic... Pysznie. Podobnie dzieje się w "Baciano le
donne" wykonywanym wespół z Biagio Antonacci... a w tle melodia
jakby pożyczona od Yazz czy Jimmy'ego Sommerville'a...
Potem znów mamy spowolnienie tempa ale co ważne dalej liczy się melodia i ładny wpadający w ucho refren. Eros Ramazzotti po średnim krążku "Calma apparente" może czuć respekt...
Polecam pod względem przytuleń na imprezce lub do słuchania razem
w domowym zaciszu "Salutandotiaffogo", "La paura che..." i "Gia ti guarda Alice".
"Nessuno e solo" to niezwykle przemyślana płyta, niekomercyjna, wyciszona i zmieniająca oblicze niedawnego bywalca europejskich klubowych parkietów. Ta kreacja Tiziano Ferro, zdecydowanie mi odpowiada.

1. Tarantola d'Africa
2. Ti scattero una foto
3. Ed ero contentissimo
4. Stop! Dimentica
5. E fuori e buio
6. Salutandotiaffogo
7. E Raffaella e mia
8. La paura che...
9. Baciano le donne (con Biagio Antonacci)
10. Gia ti guarda Alice
11. Mio fratello

Adam Dobrzyński

 
<<<...powrót do serwisu
... .