<<<...powrót do serwisu

...


fot. Adam Dobrzyński


Adam Dobrzyński
rozmawia
z Nickiem Barrettem

 



fot. Adam Dobrzyńskki

Adam Dobrzyński: Obchodzicie w tym roku 30-lecie- na wstępie
gorące gratulacje.

Nick Barrett: Bardzo dziękuje!


Adam Dobrzyński: To rzadkość by progresywna kapela przetrwała
tyle lat razem. Nick, ale tak zerkając w przeszłość czy zawsze było
Ci łatwo z Pendragon, chodzi mi o Wasze początki.


Nick Barrett: Jak zaczęliśmy? Poznaliśmy się w szkole, więc pierwszy koncert, jaki zagraliśmy odbył się w dniu, w którym skończyłem szkołę, to takie trochę dziwne powiązanie z ważnym momentem mojej przyszłości. Poznaliśmy się w szkole, niektórzy ludzie, którzy weszli
w skład Pendragonu, jak Nigel Harris czy John Barnfield byli znajomymi ze szkoły. No, ale to było strasznie dawno temu.

Adam Dobrzyński: Jak przez te lata zmieniałeś się jako artysta?

Nick Barrett: No wiesz, kiedy jesteś bardzo młody zaczynasz grać
na gitarze, żeby zaimponować dziewczynom i grać rock'n' rolla ale
z czasem, kiedy stajesz się swego rodzaju artystą, zaczynasz dostrzegać rzeczy głębiej i głębiej. I nawet gdy teraz mam czterdzieści siedem lat i znalazłem głębię tego, co chcieliśmy stworzyć, wciąż odkrywam więcej i więcej, a nie mniej. Ciągle pojawia się więcej
i więcej. Szukam lepszych słów i myślę, że są lepsze, muzycznie - tak sądzę, że troszkę krążymy, ale nawet jeśli wcześniej szliśmy na żywioł
z tworzeniem muzyki, to teraz mamy większą świadomość jak tworzyć muzykę, co możemy mieć do przekazania, analizujemy wcześniej ją tak, by nasz potencjalny odbiorca miał łatwiej ze zrozumieniem naszych intencji.

Adam Dobrzyński: Spróbujmy więc wykonać krótką sondę. Nick
- Twój ulubiony album Pendragonu?

Nick Barrett: W tej chwili nasz nowy album "Pure" a to z tego
powodu, że zawsze dla artysty najbardziej ekscytującym albumem
jest ten ostatni, także z tego powodu, że ukazuje on to, nad czym pracujesz teraz, w danej chwili. Słowa także wyrażają moje aktualne stanowisko, zatem myślę, że jak najbardziej "Pure".

Adam Dobrzyński: Najbliższa sercu kompozycja, to...?

Nick Barrett: Właściwie to bardzo trudno powiedzieć, to tak jakby zapytać o to, które z dzieci kochasz najbardziej. Myślę, że najbliżej mojego serca jest najbardziej emocjonalna kompozycja na wspomnianym wcześniej albumie - "It's only me", ma bardzo
silną linię melodyczną, mocne brzmienie gitarowe, więc tworzy taki sentymentalny nastrój połączony ze świetnym tekstem. Ale lubię wszystkie piosenki i każdą z innego powodu. Pierwsza piosenka
z albumu jest także moją ulubioną, ponieważ zaskakuje, zaskakuje nawet mnie, trwa trzynaście minut, ma trzy różne sekcje; pierwsza
jest całkiem grungy; druga jest jakby nagrał ją Massive Attack, przypuszczam, trochę ciężka, więcej jest tu metalu niż w czymkolwiek wcześniej zrobiliśmy, za to ostatnia część - jest bardziej jazzowa.

Adam Dobrzyński: Najgorsza płyta z Waszej dyskografii, do której najrzadziej wracasz?

Nick Barrett: Prawdopodobnie "Kowtow". No wiesz, często jest tak,
że to wcale nie chodzi o album, którego nie lubisz, ale o okres,
w którym powstawał. Każdy album właśnie ten czas reprezentuje, przedstawia emocje, które wówczas miałeś. Myślę, że "Kowtow" pochodzi z trudnego dla nas czasu. Mało wtedy nagrywaliśmy, prawie wcale nie koncertowaliśmy także finansowo był to dla nas trudny moment.

Adam Dobrzyński: A którego nagrania nigdy nie wykonasz czy może
nie wykonujesz na koncertach?

Nck Barrett: Mówiąc szczerze, nigdy nie mówię nigdy, bo prawdopodobnie gramy wszystkie piosenki, jest jednak jedna piosenka... z płyty " Kowtow". Nawet lubię utwory z tego krążka,
ale jakoś atmosfera tego albumu do mnie nie przemawia... Ale nie potrafię powiedzieć, że jest jakiś utwór, którego nie chcemy grać.

Adam Dobrzyński: Macie na swoim koncie wiele polskich występów. Który, z nich wspominasz najcieplej?

Nick Barrett: Wszystkie były dobre. Trudno mi powiedzieć, który był najlepszy. Podobał mi się koncert w Katowicach. Jest tam bardzo dobra hala koncertowa. Zrobiliśmy tam DVD. Ale wiesz, jest taki set z Polski, który nie bardzo mi się podobał. Byliśmy zaproszeni do Poznania, Krakowa, kilka lat temu, graliśmy w Rzeszowie i tam siadła elektryczność, więc musieliśmy zagrać kilka kawałków akustycznie,
ale nawet wtedy atmosfera była cudowna, bo tu chodzi o atmosferę, wibracje. I to właśnie jest w Polsce.

Adam Dobrzyński: Osobiście uwielbiam album "The world" - kamień milowy w muzyce progresywnej, chyba nadal najlepsza Wasza rzecz obok "The Window of life". Czemu już nie nagrywacie takich suit jak "Queen of hearts"?

Nick Barrett: Wiesz, nagrywamy. Weź z najnowszej płyty ponad trzynastominutowy "Indigo". Ale istotne dla artysty jest to aby się rozwijać i zmieniać. To właściwie niemożliwe, by przystopować, usiąść
i napisać na nowym albumie taką samą muzykę jak na poprzednim krążku. Po prostu uczucia nie są takie same, chcesz mówić o czymś innym, masz inne pomysły i zupełnie nie widzę powodu, by powtarzać, to, co zrobiliśmy. To jest jak podróż... a tak, to by było jak z chomikiem, który ciągle kręci się w tym swoim kółku, ale nigdzie nie dobiega.
Ciągle by było to samo, ta sama scena, ten sam zapach, te same
rzeczy. Wierzę, że muzyka zabiera cię w podróż, w coś zupełnie innego
i nie chcemy powtarzać tego, co zrobiliśmy. Zachowaliśmy podobny styl
z "The World", naszego czwartego albumu, ale staramy się pisać muzykę w inny sposób. Staram się pisać muzykę w sposób, który uważam, że jest dobry, nie chcę tylko zadowalać ludzi, bo byłoby to oszukiwaniem samego siebie, udawaniem. Nie byłoby to wtedy wyzwaniem, nie byłoby niczym ekscytującym.

Adam Dobrzyński: Przejdźmy do najnowszej płyty. "Pure"-
o czym opowiada w warstwie tekstowej?

Nick Barrett: "Pure" jest o dorastających dzieciach, jest głównie
o tym okresie, kiedy uczymy się życia, gdy dostajemy swoje lekcje do odrobienia, o pierwszych dziesięciu latach twojego życia, kiedy twoim głównym zmartwieniem jest to skąd weźmiesz kolejną torbę cukierków, a potem, gdy to mija zaczynasz zastanawiać się nad swoim miejscem
w życiu, zaczynasz myśleć o tym, jak będziesz sobie radzić z życiem.
Jest o szukaniu takiego miejsca, które oddali cię trochę od takich autorytetów jak szkoła, rodzice lub policja, i gdzie możemy robić jakieś zwariowane rzeczy, które będą naszymi lekcjami życia. Ludzie w tym wieku czują się niepewnie, starają się jakoś określić w życiu, w świecie. Ale to także album o pewnych powtarzających się wzorach - widzisz ludzi, którzy wydają się dorastać bez problemów, nazywam to takim radosnym dzieciństwem, a inni ciągle muszą się zmagać z życiem cały czas.

Adam Dobrzyński: Czy to concept album?

Nick Barrett: Tak, jasne. Nazywa się "Pure" bo mówi właśnie o tych pierwszych dziesięciu latach, gdy zaczynamy nasze życie, gdy mamy
tę czystość, niewinność, zdolność by pokonywać trudności w jakiś taki spokojniejszy, łatwiejszy sposób. Dopiero później zaczynamy się jakoś tak martwić, problemami. A do tego właśnie chcielibyśmy wrócić w naszym późniejszym dojrzałym już życiu, do tej czystości, niewinności, tego szczęścia, które mieliśmy.

Adam Dobrzyński: A w warstwie muzycznej... uważacie, że jesteście bardziej rockowi...czy to prawda?

Nick Barrett: Tak, to prawda. W niektórych miejscach jest bardziej rockowy, bardziej nowoczesny, w innych jest więcej melodii gitarowej, jest więcej keyboardu, wiodących linii, to pewnego rodzaju kompromis na jaki się zdecydowaliśmy, mając w pamięci nasze wcześniejsze dokonania.

Adam Dobrzyński: Czy na jesiennej trasie (trasie z 2008 roku- przyp.AD) usłyszymy w pełni nowy materiał, czy skoro to jubileuszowa trasa, będzie to trzygodzinny koncert z zestawem "best of"?

Nick Barrett: Zwykle gramy dwie godziny. Pewnie będziemy grać dla publiczności, te kawałki, na które czekają. Prawdopodobnie będzie tak, że zagramy ze dwadzieścia minut z nowego albumu a reszta to będą
te stare, ulubiony utwory.

Adam Dobrzyński: Wszystkiego dobrego Nick i do zobaczenia
na warszawskim koncercie...

Nick Barrett: Dzięki, do zobaczenia.


...

<<<...powrót do serwisu
...