|

fot. źródło: Sonic
W piątek 28 marca w Fabryce Trzciny wystąpi zespół Goloka czyli Mr.
Haywood i jego partnerka Kasia Wojciechowska.
Pete Haywood zagra również DJ set. Wszystko w trakcie zamkniętej
imprezy Davidoff. A już teraz na www.fabianski.com.pl specjalna rozmowa artystów z Adamem Dobrzyńskim
"(...) czasem najpierw urodziła się nam muzyka,
do której powstały teksty."
Adam Dobrzyński: Słuchacze w Polsce jeszcze nie oswoili się z nazwą Goloka. Opowiedz jak doszło do Waszego spotkania?
Kasia Wojciechowska: Poznaliśmy się jakieś cztery lata temu
w Bydgoszczy. Grałam wtedy w jednym z klubów imprezę house'ową - wtedy był niedawno otwarty nowy klub w centrum, aż jestem ciekawa czy jeszcze istnieje... i zwyczajnie na siebie trafiliśmy. To znaczy ja wtedy miałam przeprowadzać z nim wywiad - pracowałam dla lokalnej stacji - ale jakoś się tak złożyło, że nie mogło do niego dojść. Podczas naszego spotkania, powiedzmy "w biegu" jedynie zdołaliśmy wymienić się adresami mailowymi. Po jakiś dwóch tygodniach Pete odezwał się
do mnie, że ma napisaną kompozycję z J. Wiltshire "Thinking about
you" i że może bym coś w niej zaśpiewała a przede wszystkim do swojego tekstu. A jak to zrobiliśmy to rzucił hasło, że może nagram wspólnie całą płytę i tak się stało.
AD: W mojej prywatnej ocenie numer "Thinking about you" to najlepszy punkt płyty.
Kasia Wojciechowska: Naprawdę? To bardzo się cieszę. To pierwsza kompozycja, którą napisałam i jak wcześniej powiedziałam ponad
cztery lata temu. Od tamtej pory każdy kto ją poznał, odnosi się do niej w podobny sposób. Wyobraź sobie, że w Japonii - chyba najbardziej zelektronizowanym państwie na świecie wytwórnia, która nas dystrybuuje zdecydowała się wydać specjalną wersęe tego nagrania na... winylu! Łącznie song ten znalazł się na przeszło pięćdziesięciu przeróżnych kompilacjach...
AD: Czy Goloka jest projektem jednorazowym czy też myślicie już
o kolejnej płycie?
Kasia Wojciechowska: Płyta "Afterglow" w zasadzie nie jest naszym pierwszym albumem. Pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy razem, była trzypłytowa kompilacja "Hotel Saint Tropez 2". To był taki idealny
zestaw na gorące, wręcz parne popołudnia, na których była podobna stylistyczna mieszanka jak na albumie Goloki, house, electro
i downtempo. Dochodziliśmy nawet do chilloutu. Część kawałków, pomysłów jakie wtedy mieliśmy, zostały przeniesione na "Afterglow".
Z tym, że tym razem instrumentalne kompozycje zyskały już tekst czy zostały w swojej strukturze, przedłużone. To jest dopiero początek.
Już myślimy nad nagraniem drugiej płyty ale w tak zwanym między-czasie robimy inne produkcje, na przykład oprawę na jakieś pokazy, wystawy czy imprezy. Wydaje mi się, że nasi sympatycy dostaną
naszą produkcję jeszcze w tym roku.
AD: Ty jesteś odpowiedzialna za teksty...
Kasia Wojciechowska: Ja jestem odpowiedzialna za wszystko.
Za teksty, muzykę i wszystkie pomysły pochodzą ode mnie. Pete zostawił mi w swojej muzyce tak zwaną domenę liryczną. Muzykę
czy programowanie robimy razem. Produkcje również wykonujemy wspólnie. Czy używając programu pro-Logic czy grając na gitarze
czy klawiszach nigdy nie robimy tego w samotności.
AD: Jak pisałaś owe teksty. Czy są w nich wykorzystane tylko Twoje inspiracje czy też pomysły, na które wpadałaś podczas pracy z Petem?
Kasia Wojciechowska: Nigdy nie jest tak, że powstaje muzyka a ja do niej coś piszę. Często jest tak, że mam w głowie słowa, słowa, słowa - potem przelewam je na papier i mówię do Pete'a "chodź, usiądźmy razem i napiszmy do nich muzykę. Zobaczymy co nam wyjdzie".
A mówiąc konkretnie o pracy nad płytą, czasem najpierw urodziła się nam muzyka, do której powstały teksty. Co w nich jest? Trochę mnie, nieco fantazji, opowieści, które gdzieś tam usłyszałam lub
zapożyczyłam od moich znajomych. Różne są inspiracje do słówek...
AD: Gdybyś w kilku słowach miała scharakteryzować muzykę z albumu, który nagraliście, jak byś to zrobiła?
Kasia Wojciechowska: Jest to zdecydowanie muzyka zmysłowa
a nawet powiedziałabym erotyczna. Na pewno można przy niej się rozmarzyć.
Album "Afterglow" może też posłużyć - gdy wrzucimy go na i Poda -
jako doskonały wypełniacz do letniego wieczoru, gdy będziemy na przykład w łódce płynąć po jeziorze.
AD: Pete- czym jest Goloka?
Pete Haywood: Goloka jest nazwą zaczerpniętą z kultury hinduskiej. Krishna jest źródłem wszystkich inkarnacji. Uważany jest przy tym za Boga. Zgodnie z podobnymi interpretacjami, takimi jak gaudija wisznuizm, Krishna jest źródłem wszystkich innych inkarnacji. Ósmym wcieleniem Wisznu jest wspomniana Goloka. W moim odczuciu jest pewnego rodzaju uspokojeniem, przeniesieniem do prywatnego nieba jakie każdy chciałby mieć. Ten stan a może owe przeniesienie jest możliwe poprzez osiągnięcie pewnego wyciszenia, spokoju ducha ale istotne też przy tej czynności są różne zewnętrze bodźce. Na przykład zapach kadzidełek, olejki eteryczne... W przeniesieniu do naszej rzeczywistości jest też muzyką, którą kreujemy i chcemy to co jest naturalne dla nas, przekazać innym, naszym słuchaczom.
AD: Jak z Twojego punktu widzenia, wyglądała praca nad "Afterglow"?
Pete Haywood: Wiesz, zawsze to co robię, staram się wykonywać najlepiej jak potrafię. Staram się docierać do sedna perfekcji. To nie
był na pewno żmudna i wycieńczająca praca a wielka przyjemność, satysfakcja i realizowanie założeń jakie sobie przyjęliśmy. Myślę, że ta nasza praca mogła być dla nas wszystkich, wzajemnie inspirująca.
AD: Co sądzisz o Polsce? Bo o kobiety nie spytam...
Pete Haywood: (śmiech- przyp. AD) Wiesz co? Po pierwsze uwielbiam takie miasta jak Warszawa, Kraków. Po drugie bywam u Was często
i widzę jak szybko zachodzą w Polsce zmiany. W dobrym kierunku
rzecz jasna. Poznałem wśród Polaków wielu bardzo wartościowych
i twórczych ludzi. Artystów, ludzi kreatywnych i odważnych w swoich działaniach. Muszę jednak odwołać się do kobiet. Polki są bardzo
ładne, o tym zawsze powtarzam gdziekolwiek jestem na świecie.
Ach i oczywiście polskie dania nawet w fast foodach smakują wyjątkowo...
AD: A czy cenisz polskiego ducha, styl bycia?
Pete Haywood: Oczywiście. Warszawa jest moim ulubionym miejscem. Uwielbiam moment gdy w klubie otwierają się drzwi i non stop wchodzi ktoś nowy zmieniając tych, którzy wychodzą. Ludzie, których spotykam w klubach są fantastyczni. Tryska z nich niesamowita energia,
doskonale się bawią przy czym są bardzo otwarci. Polacy uwielbiają
się bawić i jest to dla mnie niezwykłe i piękne zarazem.
AD: Na Waszej płycie jest utwór zatytułowany "Sleepless in Warsaw". Na co chciałeś zwrócić uwagę tak tytułując ową kompozycję?
Pete Haywood: Kiedyś w jeden dzień, właściwie wieczór odwiedziłem
w Warszawie pięć czy nawet sześć klubów. Nie mogłem wówczas spać. Podróżowałem jeżdżąc bardzo szybko taksówką od klubu do klubu. Pamiętam też, że było bardzo zimno. Ta podróż, ludzie, na których się natknąłem, czasem bardzo sexy a potem niedzielny poranek i lekki mętlik w głowie, to wszystko znalazło odbicie w "Sleepless in Warsaw". Dziękuję, że zapytałeś o ten numer, bo bardzo go lubię...
AD: Kasiu, Pete - dziękuję Wam za rozmowę.
...
|