<<<...powrót do serwisu

...


foto źródło: qL Music


Adam Dobrzyński
rozmawia
z Januszem Panasewiczem

 



foto źródło: qL Music

"(...) muzycy są wolnymi ludźmi, jeśli komuś w duszy gra by pokazać
swoje zupełnie nowe oblicze to dlaczego tego nie zrobić?"

Adam Dobrzyński: Od 1982 roku jesteś związany z Lady Pank i teraz decydujesz się na wydanie solowej płyty. Dlaczego?

Janusz Panasewicz: Z takim projektem by zrobić coś samemu, nosiłem się już kilka lat. Kiedy zacząłem próby a było to pięć lat temu, z Bruno Chrzanowskim, z Tadkiem Nalepą, z Bodkiem Kowalewskim, powstało kilka piosenek. Było chyba koło ośmiu, zacząłem pisać ze dwa teksty
a brzmiało to bardziej rockowo. Odłożyliśmy to na bok bo były zobowiązania w stosunku do Lady Pank a nie chciałem by jedno
z drugim się plątało. I tak to sobie gdzieś leżało a do tematu wróciliśmy przed rokiem w Sopocie, gdy przedstawiciel mojej obecnej wytwórni zaproponował abym wydał swój nowy materiał u nich. Tak się zaczęło. W studiu Bodka Kowalewskiego na Saskiej Kępie wszyscy ponownie przystąpiliśmy do pracy. Ale z jednym bardzo ważnym przekonaniem.
By nowa muzyka nie kojarzyła się z Lady Pank... chodziło o to by nagrania były znacznie mniej rockowe.

AD: A czy nie jest to tak, że gdy artysta - lider, zaczyna tworzyć
coś na własną rękę, czy nie jest to początek końca jego macierzystego zespołu?

Janusz Panasewicz: Nie, jest wiele przykładów i to z najwyższej półki, że da radę pogodzić jedno z drugim. Mick Jagger wydaje solowe płyty
i The Rolling Stones nadal działają, u nas Robert Gawliński też
nagrywa solo i Wilki mają się dobrze a w Lady Pank, przede mną
solo występował Janek Borysewicz jako Jan Bo i nadal gra w zespole, nawet z Kukizem na koncertach. Nie gra się w Polsce aż tak dużej
ilości koncertów by nie można było pogodzić jednego z drugim.
Poza tym muzycy są wolnymi ludźmi, jeśli komuś w duszy gra by
pokazać swoje zupełnie nowe oblicze to dlaczego tego nie zrobić? Od razu dementuję wszelkie plotki, mój album to nie początek końca Lady Pank.

AD: "Nie ma tu zwariowanych riffów, ostrego grania" - mówisz.
"Polega to bardziej na klimatach. Widziałbym tę płytę jak zbiór opowiastek. Jakbym siedział gdzieś przy barze, z papierosem, ze szklaneczką czegoś przyjemnego, i opowiadał przyjacielowi krótkie historie z obserwacji lub osobiste". Płyta autobiograficzna?

Janusz Panasewicz: Myślę, że tak, tym bardziej jak zauważyłeś, ja
w tekstach wypowiadam się w pierwszej osobie. Prawie każda
piosenka zaczyna się od stwierdzeń, informacji na temat tego co ja widzę, co ja czuję i tak dalej. Nie przeczę też, że w Lady Pank kilka ballad nie zaśpiewałem takich, których teksty były prawdziwe, o mnie. To, że są mniej znane w radiu nie przekreśla przecież ich istnienia na płytach. Zdecydowanie ten album jest bardziej mój...

AD: Jaki jest to zbiór piosenek, tekstów- z ostatnich dziesięciu lat Twojego życia, roku?

Janusz Panasewicz: Z rzeczy starszych czyli stworzonych na
naszych sesjach pięć lat temu to na płycie mamy jedynie "Irlandzkie serce", które wtedy nazywało się "Egipskim sercem". Wtedy był tam ciekawy gitarowy riff, który świetne współgrał z opisywaną przeze
mnie historią. Ale zmieniły się trochę czasy, miejsce gitary zajął
akordeon a tekst nic nie stracił na znaczeniu, więc miejsce Egiptu
zajęła polska Irlandia. To, że takie a nie inne są klimaty na płycie,
to też zasługa specyfiki pracy w studiu, obecności w nim fortepianu.
Reszta powstała w ostatnich dwóch miesiącach naszej wspólnej pracy.

AD: Znów pozwolę sobie odwołać się do słów, które już zostały wypowiedziane."25 lat śpiewania o małpach, teraz pora pośpiewać
o ludziach" - to ostre podsumowanie przeszłości...

Janusz Panasewicz: (śmiech- przyp. AD) To był taki żart. "Fabryka
małp" czyli znowu problemy społeczne, których nie brakuje w naszych tekstach a ja chciałem tu inaczej czyli o ludziach, czyli... o sobie zaśpiewać.

AD: Producentem krążka jest były basista Manaamu, Bodek
Kowalewski- kto bardziej namawiał Ciebie na solową płytę?

Janusz Panasewicz: Bardziej on z Grześkiem Jędrachem z zespołu Goy'a, ja faktycznie do tej płyty musiałem dojrzeć. To oni robili pewien zarys utworów, czasem zostawiając mi miejsce na linię melodyczną. Chcieli zobaczyć jak w każdej z kolejnych piosenek będę się czuł. Przyszedłem do studia, zaprezentowali mi je a mnie się bardzo spodobało. Napisałem dwie piosenki by sprawdzić jak to współgra
i stwierdziłem, że to jest tak różne od Lady Pank, że warto pójść
w całość albumu o takim finalnym brzmieniu.

AD: Na krążku mamy piorunujący zestaw naprawdę dobrych
muzyków, powiedz proszę jakich...

Janusz Panasewicz: Przede wszystkim Bodek Kowalewski, który
prócz tego, że jest producentem płyty, gra na niej na gitarze i na basie. Grzesiek Jędrach, który jest szefem Goy'i i jego kolega- basista Revel, Piotr Winnicki odpowiedzialny za te klimatyczne "pochowane" gdzieś tam gitary (gitarzysta Johna Portera- przyp. AD). Jest też Magda
Wójcik- Goya po prostu, która przychodziła do studia, słuchała co my zrobiliśmy i zwyczajne dośpiewywała swoje partie wokalne. Bardzo subtelna osoba.

AD: Ostatnie pytanie, jest płyta, jak koncertowo chcesz ją promować?

Janusz Panasewicz: Trasę koncertową planujemy wczesną wiosną
ale to wszystko na razie jest tylko powolutku układane. Myślę,
że będzie to około dziesięciu, może dwunastu koncertów
w największych polskich klubach.

AD: Zatem do zobaczenia, na żywo.


...

<<<...powrót do serwisu
...