<<<...powrót do serwisu

...


zespół Pride and Fall
z Adamem Dobrzyńskim


Adam Dobrzyński
rozmawia
z wokalistą norweskiej kapeli Pride and Fall, Sigve Monsenem

 



występ zespołu Pride and Fall podczas koncertu na Castle Party 2007

Oto echa Castle Party 2007. Akurat doskonale się składa bo album
"In my time of dying" od kilkunastu dni na polskim rynku.

AD: Debiutowaliście w 2000 roku. Ale pierwszy album wydaliście
trzy lata później. Dlaczego?

Sigve Monsen: Trudno mi teraz na to pytanie odpowiedzieć.
Prawda jest taka, że muzyka jaką wykonujemy może nie ma wielkich możliwości zaistnienia na największych listach przebojów, za to ma wiernych fanów. Chcieliśmy tym najbardziej wymagającym - przygotować taką płytę, by po naszym debiucie, wszyscy oczekiwali
z niecierpliwością kolejnej. Nasz poprzedni krążek również długo produkowaliśmy, to było niezwykle ekscytujące.

AD: Skąd pomysł na granie electro, goth dark wave, future pop?

Sigve Monsen: Pytasz dlaczego? Ja wiele lat przedtem nim pojawiłem się w Pride and Fall słuchałem muzyki w zasadzie zbliżonej do gatunków, które wymieniłeś. Gdy już sam zacząłem występować na scenie, moim świadomym wyborem było zetknięcie się z electro i future pop.

AD: Wasza niedawna wizyta w Polsce w zasadzie zbiegła się
z premierą albumu "In my time of dying". Opowiedz, jak wyglądała
nad nim praca?

Sigve Monsen: Po pierwsze skorzystaliśmy z tego samego producenta, z którym współpracowaliśmy przy okazji nagrywania "Elements of silence". Gdy wydaliśmy naszą drugą płytę, osiągnęliśmy dość wysoki pułap - powiedzmy- popularności, co pozwoliło nam uzyskać spokój
oraz wewnętrzne wyciszenie, pozbyliśmy się negatywnych myśli.
To była spokojna, zharmonizowana praca...

AD: Nowa płyta jest chyba najbardziej mroczna w Waszej dyskografii, wręcz przerażająca. Skąd czerpaliście do niej swoje inspiracje? O czym opowiada w warstwie tekstowej?

Sigve Monsen: O całym życiu, o smutnych momentach o wewnętrznych rozterkach ale i o tym co dzieje się z człowiekiem gdy przechodzi na drugą- symboliczną stronę. Jedni nazywają ją śmiercią, jeszcze inni życiem wiecznym, ja życiem w nieco innym wymiarze. Często dyskutujemy co dzieje się z ludźmi gdy są pomiędzy... może na naszej płycie znajdziesz na to odpowiedzi?

AD: Współpracowaliście i występowaliście z wieloma uznanymi zespołami, artystami. Których szczególnie byś wyróżnił, z kim miałeś najbardziej inspirujące spotkanie?

Sigve Monsen: Pamiętam, że bardzo inspirujące były wspólne koncerty
z zespołem Covenant, podczas naszej wizyty w Wielkiej Brytanii.
Oni są świetnymi muzycznymi rzemieślnikami, doskonale potrafią się komunikować, mają idealną łączność ze swoimi fanami podczas show.

AD: Czym dla Was jest muzyka future pop?

Sigve Monsen: Zupełnie tego nie wiem. Czym jest dla mnie?
Wszystkim. To dobra muzyka, mnie osobiście wypełnia całe życie.
Tak, prawdziwe życie to piękny dźwięk klawiszy a ich obecnie
najwięcej mamy w future pop.

AD: Do kogo kierujecie najnowszy album, jakiego odbiorcę
chcielibyście obezwładnić muzycznie?

Sigve Monsen: Myślę, że tych, którzy są otwarci na niezwykłe
brzmienia, takie z okolic future pop właśnie ale i tych, którzy chcą
czegoś więcej od życia. Myślę, że aby nas słuchać, by zrozumieć właściwie teksty, które śpiewam, trzeba być szczerym, troszeczkę wrażliwym, otwartym, niezłomnym w swoich działaniach i na pewno
nie wolno ograniczać się na muzykę pop, która rządzi obecnie
w stacjach radiowych. Można pop wykonywać na wiele sposobów
i kilka z nich przedstawia Pride and Fall.

AD: Dziękuje bardzo.

(rozmowę wyemitowało w części Radio Dla Ciebie 20 grudnia 2007 roku. Można było również wysłuchać dwóch nagrań Pride and Fall, "Adored"
oraz "My little")

 

 


...

<<<...powrót do serwisu
...